środa, 23 lipca 2014

Rozdział X

Kasia

Wczoraj wieczorem wróciliśmy do Bełchatowa. Każdy z nas był skonany po podróży, skonany ale zadowolony. Każde z nas wróciło do swojego domu. Rano niewyspana zwlekam się z łóżka. Rany... Kaśka! Weź się w garść! Umycie się, ubranie, pościelenie łóżka i zjedzenie płatków na śniadanie zajmuje mi 1,5 godziny. Do kuchni wchodzi zaspana mama, spogląda na mnie i odzywa się ziewając przy tym przeciągle:
-Kasieńko skoczysz do sklepu? Trzeba kupić kilka rzeczy. Zrobię ci listę.
-Jasne. -uśmiecham się lekko.Spoglądam na szopę, na jej głowie.- Ładnie wyglądasz, ale szop pracz ci siedzi na głowie.
-Ale śmieszne! Ha ha!- mówi mama i kończy pisać listę.- Tutaj masz listę, rozczytasz?
-Jasne mamo. - Mrugam i biorę listę do ręki.- Dobra, to ja uciekam.
Na korytarzu ubieram buty, biorę torbę z szafeczki i wychodzę z mieszkania. Sklep mam dosłownie pod nosem, bo od domu znajduje się on jakieś 500 metrów. Na miejscu biorę do reki koszyk i ruszam w głąb sklepu. Dosyć szybko udaje mi się odnaleźć produkty z listy, tak więc staje w kolejce do kasy. Nagle ktoś trąca mnie w ramie. Odwracam się i dostrzegam jakąś młodą dziewczynę, na oko wygląda na jakieś 14 lat.
-Tak?-pytam.- O co chodzi?
-Pani Kasia Wierzbicka? To Pani prawda?
-Tak. Nie rozumiem...znamy się? 
-Nie, nie znamy. To prawda, że chodzi pani z Andrzejem Wroną, a pani przyjaciółka Emilia Poznańska z Wojtkiem Włodarczykiem?
-Emilka.- Poprawiam ją automatycznie.- Tak, ale wybacz to jest moja prywatna sprawa.
-Widziałam jak grałyście mecz. Jesteście genialne!
-Mówisz?- Mówię zastanawiając się dokąd ta dziwna rozmowa zmierza.-Wybacz, że zapytam tak bezpośrednio...O co ci chodzi?
-Mam prośbę...Dasz mi swój autograf?
-Autograf? Serio? Ehhh...Nie jestem sławna, to bez sensu. 
-Proszę...- Dziewczyna nie ustępuje.
-Zgoda...Gdzie mam ci się podpisać?
Dziewczyna podaje kartkę i długopis, a ja zostawiam na niej swój nie autograf a podpis. Odwracam się przodem do kasy, gdy znowu czuje pukanie w ramie. Tym razem rozzłoszczona odwracam się z powrotem do natrętnej dziewczyny. 
-O co tym razem chodzi?
-No widzisz... A czy mogłabyś mnie poznać z Pawłem Zatorskim?
-Posłuchaj mała... To, że chodzę z Andrzejem nie oznacza, że trzymam się ze wszystkimi siatkarzami jak z nie wiadomo jakimi przyjaciółmi. A poza tym... Nie uważasz, że jesteś trochę...no... Zbyt młoda?
Dziewczyna zrobiła obrażoną minę, i powiedziała:
-Zbyt młoda? Przecież ja mam już 13 lat!
Czyli jeszcze młodsza niż myślałam...
-Taaak...A Paweł ma 24...
-Zobaczysz obrobię ci dupę! Napisze do pudelka! Albo do Babola! Zobaczysz jak oni cie urządzą!-Krzyknęła młoda i odeszła na koniec kolejki.
Ehhhh...Nie mogę mieć spokoju tak? A miałam taki dobry humor...Przyszła moja kolej. Płace za zakupy, i ruszam w stronę domu. Dzwonek telefonu. Ciekawe kto to? Spoglądam na wyświetlacz. Andrzej. Naciskam na zieloną słuchawkę, i przykładam telefon do ucha.
-Halo?
-Cześć kotku. Co tam?
-Ehhh... Zdenerwowałam się na taką dziewczynę w sklepie.
-Co się stało?- W głosie Andrzeja słychać niepokój.
-Nic takiego. Co tam? Odpowiadam i zadaje pytanie.
-Mam taki pomysł... Może byś do mnie wpadła na kolacje i została na noc? 
-Chętnie... Ale moja mama raczej nie będzie zadowolona.
-Masz 19 lat... A jeśli uważasz, że i to nie wystarczy to powiedz jej, że idziesz o Emilki.
-Niezły pomysł! Okej to dzwonie do Emi, żeby mnie nie wydała.O której mam wpaść?
-Bądź u mnie o 19. Może coś sobie obejrzymy?
-Jasne.- uśmiecham się do słuchawki. Do potem.
-Do potem.- Odpowiada ukochany i przerywa rozmowę.
W domu wykładam produkty do szafek i lodówki. Gdy wszystko jest na swoich miejscach udaje się do swojego pokoju. Kładę się na łóżko i dzwonie do przyjaciółki.
-Hej Emi! Co tam?
-Hej Kaśkonatorze! Ledwo żyje... Po co dzwonisz?
-Dlaczego muszę po coś dzwonić?
-Bo jest 8 rano... Normalnie o tej porze byś nie dzwoniła.
-No okej... Mam do ciebie sprawę. A właściwie dwie.
-Słucham ciebie.
-Idziesz się przejść?
-Okej. Daj mi 20 minut. I po mnie przyjdź. A te sprawy?
-Jedna to była sprawa spaceru, a drugą wyjaśnię podczas spaceru.
-Okej. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia. Przyjdę za 15 minut!- Szybko dodaje, i się rozłączam aby Ziomek nie miała czasu na protest.
15 minut później stoję pod drzwiami jej domu i pukam do drzwi. Otwiera je przyjaciółka.
-To co? Gdzie idziemy?-Pyta i zamyka za sobą drzwi.
-Może do Parku 1000-lecia? Dawno tam nie byłam.
-Jasne.- Odpowiada przyjaciółka.
Na miejscu siadamy na trawie pod starym dębem. Przez chwile milczymy, i odzywam się cicho:
-Jak tam Włodi?
-Świetnie. Zaprosił mnie dzisiaj do siebie. I tutaj mam do ciebie prośbę. Moja mama będzie myślała, że jestem u ciebie. Możesz mnie kryć?
Spoglądam jej w twarz, i mówię z pełną powagą:
-Jasne.
Lecz nie wytrzymuje i wybucham śmiechem.
-O co chodzi?- Pyta Emi marszcząc brwi.-Wszystko dobrze?
-Bo widzisz... Chciałam cie prosić o to samo.
-O to samo? Chciałaś mnie prosić o to abyś mnie kryła czy o to, żebym poszła do Włodiego?
-Nieee...Co? Nie chciałam cie prosić abyś mnie kryła przed moją mamą. Andrzej zaprosił mnie do siebie na noc. Powiedział, że przygotuje kolacje i film.
-Nie no...W takim razie okej! Musimy sobie pomagać.
Ze spaceru wróciłyśmy o 17. Zostały mi dwie godziny na spakowanie się na pozorną noc u Emi i powiadomienie mamy. Mama przyjęła to ze spokojem. Noc u przyjaciółki? Świetnie!  Życzyła nam miej zabawy itp. Do torby spakowałam piżamę, kosmetyki i ubrania na jutro (błękitna sukienka, buty i biżuteria).Dobra... W co ja mam się ubrać do Wronki? Nie mogę się ubrać zbyt ładnie bo mama myśli, że idę do Emi. Przeglądam ubrania i stawiam na białą bluzkę, skórzaną spódnice, krótkie kolczyki i buty na paseczki. Na zrobienie fryzury i makijażu oraz dotarcie do domu ukochanego zostało mi 40 minut. Włosy zostawiam rozpuszczone, a makijaż robię delikatny. Torbę zarzucam na ramie, całuje mamę w policzek na pożegnanie i wybiegam na dwór. Autobus na szczęście jeszcze nie odjechał. Wsiadam do środka i 10 minut przed czasem jestem na miejscu. Zdenerwowana wchodzę po schodach na drugie piętro i pukam do drzwi. Po chwili otwiera mi je elegancki, bo ubrany w koszule Wrona. Spogląda na mnie i pogodnie mówi:
-ślicznie wyglądasz, wejdźmy do salonu.
-Dziękuję- odpowiadam i łapie go za wyciągniętą w moją stronę dłoń.
Chłopak prowadzi mnie do salonu gdzie czeka na nas wspaniała kolacja.
-Jejku...Sam to gotowałeś?- pytam.
-Ma się ten talent.- Chłopak ukazuje zęby w uśmiechu.
Ten uśmiech. Każdy jego uśmiech sprawia, że serce podskakuje mi do przełyku. Sprawia, że czuje się lekka niczym piórko. 
Ukochany odsuwa mi krzesło po czym je przysuwa i siada na przeciwko.
-Może wina?-pyta.
-Poproszę.- uśmiecham się lekko.
Andrzej stawia przede mną i przed sobą lampki pełne czerwonego wina. Pochylam się i kosztuje pysznego makaronu. O rany...Czegoś takiego dawno nie jadłam. Jeśli będziemy razem, to wiem kto w naszym domu będzie gotował. Po kolacji z winem w ręku siadam na kanapę opierając się głową o klatkę piersiową środkowego. Andrzej pochyla się nade mną, a ja całuje go z pasją w usta. Fabuła filmu schodzi na dalszy plan, a ja i mój ukochany spędzamy razem noc.

Przepraszam za dłuuuuuuuuugaśną przerwę ale przyjechał z Niemczech brat i nie miałam życia. Obiecuje, że teraz o was trochę bardziej zadbam. Rozdział miał się ukazać wczoraj ale zasnęłam... Także wybaczcie!

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział IX

Kasia

-Eriena!-Rzucam się w objęcia przyjaciółki, i ją mocno ściskam.-Co ty tutaj robisz?
-Jestem-Er szeroko się uśmiecha.-Dawno się nie widziałyśmy, i się stęskniłam.
-Ja za tobą też...
-Chodź ze mną do samochodu Marcina, bo mam coś dla ciebie.
-Co ty knujesz?-Pytam podejrzliwie 
-No chodź!
Obie idziemy na podjazd, Ania nurkuje w bagażniku z którego wyciąga dwa tymbarki.
-To co? Za stare dobre czasy?-pyta i podaje mi brzoskwiniowego tymbarka.
-No jasne!
-Może się przejdziemy?-Er pyta niepewnie.
-Kasiu!
Odwracam się, i widzę idącego w moją stronę Andrzeja.Podchodzi do mnie, a ja daje mu buziaka.
-Er, to jest Andrzej...Mój chłopak.-Uśmiecham się szeroko.
-Domyśliłam się.- Er mruga do mnie, i wyciąga rękę do Andrzeja.-Cześć, nazywam się Ania Winnicka.
Andrzej podaje przyjaciółce rękę, i z uśmiechem mówi:
-A ja Andrzej Wrona. Wiem kim jesteś, Kasia o tobie duużo mówiła.
-O tobie też.-Przyjaciółka porusza brwiami.-To co idziemy?-pyta i spogląda na mnie.
-Jaaasne...-odpowiadam.
Er przewraca oczami, i mówi:
-Andrzej może iść z nami.
-Co ty na to?-pytam środkowego.
-Możemy się przejść.
-No to miodzio.-mówię razem z Er, i wybuchamy śmiechem. Kiedyś się to nam zdarzało często.
Ruszamy wolnym krokiem w stronę lasu. Spowija nas cisza, której nie przerywamy rozmową. Postanawiam to przerwać.
-Aniu chciałaś mi coś powiedzieć, prawda?
-No tak...A właściwie wam. Co prawda jeszcze trochę czasu, ale może się zgodzicie. Jak nie to nie będę zła.
-O co chodzi?- Ja i Endriu pytamy jednocześnie.
-Ekhm...Bo widzicie... Jestem w ciąży, i tak się zastanawiałam... Zostaniecie chrzestnymi?
-O rany! Który miesiąc?-Pytam podekscytowana.
-Właściwie to już trochę czasu o tym wiem... To już 5 miesiąc.
-Chłopiec czy dziewczynka?-Pyta Wronka.
-Prawdopodobnie chłopczyk.-Odpowiada Er.-To co? Zgadzacie się?
Spoglądam na Andrzeja, i oboje się porozumiewamy w ciszy.
-No pewnie! Z przyjemnością.-odpowiada za mnie, i za siebie mój ''Romeo''.
-No to świetnie!-Eriena szczerzy zęby jak głupia.
Wchodzimy do sadu, którym kierujemy się do domu.
-Jak tam Adam?-Pytam Er.
-Nie wiem...-Eriena obejmuje się ramionami, tak jakby ją to zabolało.-Nie rozmawiałam z nim...
-Och...Przykro mi.-mówię ze współczuciem.
-Mi też.
Do domu wracamy idealnie na początek urodzin cioci. Wraz z Er i Endriu podchodzę do Włodiego i Emi aby ich sobie przedstawić.
-Emi, Włodi...To jest moja przyjaciółka z mazur, Ania.
-Witaj!- Włodi uśmiecha się szeroko, i mruga do przyjaciółki.
-Fajnie cie poznać!-Emi uśmiecha się szeroko.
-Mi też jest bardzo miło!
-Czym się zajmujesz?-Pyta Włodi.
-Jestem tancerką. No i grywam w teatrze....A wy czym się zajmujecie?-Pyta Er.
˛Nasza czwórka  spogląda na siebie, i równocześnie odpowiada:
-Gramy w siatkę.
-No to ładnie! Jak chcecie, to możemy potem pograć z Marcinem.
Wszyscy chętnie przystajemy na propozycje, i siadamy do stołu. Zjechało się multum gości. Wujek Grzegorz, brat cioci Iwony rozsadzając nas przy stole zrobił wszystko tak abym nie siedziała przy przyjaciołach. No cóż...Nie lubimy się. Gdybym to ja rozsadzała gości, on usiadłby obok swojej byłej żony...Która jest najzabawniejszą osobą w rodzinie, a on za to jej nienawidzi.Przy stole wylądowałam z jednej strony obok Wujka Grzegorza, a z drugiej obok śmierdziela. śmierdziel to syn Grzegorza. Dlaczego śmierdziel? Bo czuć od niego zgniłymi jajami...
-Widze, że ci się przytyło.-Wujo szepce mi do ucha.
-Ma wujek racje... Biorę z wuja przykład.
Twarz Grzegorza zrobiła się purpurowa.
-Ty smarkulo...
-Smarkiem to jest twój syn.
-Ty mała....
-Co? Jędzo? Kanalio?
-Paskudo...
-Widze , że wujo rozszerzył słownik o kolejne beznadziejne określenie.
-Twój ojciec by się wstydził twojego zachowania. Mieć taką złą córkę...Ale sam nie był lepszy. Pewnie zginął bo prowadzi pod wpływem.
-Zamknij się!-Z krtani wyrywa mi się krzyk.
-Kasiu! Nie można tak!- Mama próbuje mnie uspokoić.
-Ten stary troll nie będzie mnie obrażał! I nie będzie wspominał taty! A już szczytem wszystkiego jest to, że obraża tatę, który był najlepszym człowiekiem pod słońcem!
Ze łzami w oczach wstaje od stołu, i biegnę w stronę stajni. Na miejscu otwieram boks Persefony, wchodzę do środka i siadam na sianie. Zamykam oczy, i opieram głowę o bok leżącej obok mnie klaczy. Po jakimś czasie....może minucie, a może dwóch godzinach słyszę skrzypienie otwieranych drzwi. Andrzej... Ukochany siada obok mnie, całuje w czoło i obejmuje w taki sposób, że zapominam o zmartwieniach. No bo jak koło takiego idealnego faceta można mieć zmartwienia?


Krótki, ale zawsze jest. Koooooomentujcie ;)

środa, 4 czerwca 2014

Konkurs

Jako, że wybiło przeszło 1000 wyświetleń organizuje krótki konkursik (Tak będzie za każdy 1000 wyświetleń). Waszym zadaniem jest napisanie na niżej podany e-mail rzeczy które was motywują oraz sprawiają, że kochacie życie! Najciekawsza odpowiedz wygra skromną nagrodę- Bedzie mogła wymyślić treść jednego z rozdziałów! Swoje wypowiedzi (nie rozpisujcie się) ślijcie na:

acotosia1997@gmail.com

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział VIII

Kasia

Przychodzi wieczór, i czas się zbierać do dworku cioci. Ja i Emi wraz z chłopakami postanawiamy zamienić się pokojami. O godzinie 23.52 wmykam się z pokoju mojego i Emi, i pukam do drzwi chłopców.Drzwi otwiera mi Włodi, uśmiecha się lekko, i wychodząc wpuszcza mnie do pokoju. Zmykam za sobą drzwi, i rozglądam się po pokoju.
-Andrzej?- wołam miśka nigdzie go nie dostrzegając. Podchodzę do uchylonych drzwi od łazienki, i zaglądam do środka, nikogo tam nie ma.
-Bu!- Szepce mi ktoś do ucha i obejmuje ramieniem. Z moich ust wydobywa się pisk. Lecz Andrzej zatyka mi usta. Gdy serce przestaje mi walić odzywam się cicho:
-Andrzeju Wrono wystraszyłeś mnie! Jak mogłeś mi to zrobić?
-Oj nie wiedziałem, że się tak wystraszysz...
-Spójrz jak to wyglądało z mojej perspektywy... Stoje w ciemnym pokoju sama, i nagle ktoś szepce mi do ucha i łapie za usta...
-Przepraszam...-Wronka robi smutną minkę.
-Nic się nie stało.-uśmiecham się szeroko, i daje mu buziaka.
-To chyba częściej muszę cie straszyć.- śmieje się Andrzej.
-A tyko spróbuj.- I też się serdecznie śmieje.
Wracamy do pokoju, gdzie misiek łączy ze sobą dwa łóżka. Gdy te są już ze sobą zsunięte, oboje kładziemy się obok siebie. Leżąc tak razem rozmawiamy o mało ważnych sprawach, po czym znużeni zasypiamy wtuleni w siebie.

Kilka godzin później (Rano)
Kasia

Nasza czwórka wstaje wcześniej, aby nie wydało się to jak spaliśmy. Jako, że wybiła 8 rano razem z Włodim, Emi i Wronką postanawiamy zrobić wszystkim niespodziankę i zrobić śniadanie. Po dłuższych naradach (trwało to około godziny), oraz kłótni zgodnie postanawiamy zrobić omlety. Chłopcy rozkładają talerze oraz sztućce, oraz wyciągają z lodówki wszystko co się nadaje do smarowana omletów i stawiają to na stole. Ja i Emi zajmujemy się ciastem do omletów oraz smażeniem. Na talerzu rośnie góra omletów, którą po osiągnięciu maksymalnej wysokości stawiamy na stole.
-Macie talent dziewczynki.- do kuchni wchodzi wujek.-Pachnie w całym domu!.
-Nie ma cze­goś ta­kiego jak ta­lent, jest tyl­ko ciężka pra­ca i poświęco­ny czas...-odpowiada Emi.
-Emi ma racje.- dodaje.
-Wiesz, chyba masz racje.Bardzo mądre słowa.- Mówi zamyślony wujek.
-Dziękuję.-Emi uśmiecha się lekko.
Po chwili w kuchni zjawia się cała rodzinka wiedziona zapachem. Omlety znikają z talerza, z prędkością światła. Po śniadaniu zmywają Włodi i Wronka, których wrabiamy w robotę razem z Emi. Fajnie jest patrzeć na ich rozgniewane miny.
Jako, że zbliża się wieczór, a co za tym idzie urodziny cioci wszyscy bierzemy się za gotowanie, szykowanie stołów itp. Chłopcy biorą się za szykowanie ogrodu (ustawianie stołów, dekoracje, oraz inne prace wymagające siły). Jako, że cioci posmakowały nasze omlety, które nazwała dziełem sztuki zostajemy przydzielone do gotowania. No cóż nie ma co narzekać! Dla mnie robota idealna. Prace idą sprawnie, i wkrótce wszystko zostaje przygotowane. Zostało nam tylko oczekiwanie na gości, oczywiście ubranie się i świętowanie! Wszyscy idą się przebrać. Ubieram się w koronkową rozkloszowaną sukienkę koloru morza, natomiast włosy pozostawiam rozpuszczone. Emi ubrała przylegającą do ciała beżową sukienkę z koronkowymi długimi rękawami. Wygląda bosko! Schodzimy na dół, i wpadamy na kuzyna- Marcina.
-Cześć Możdżi!.- Uśmiecham się szeroko, i daje mu buziaka w policzek, a jest to możliwe gdyż się schyla.-Minęło tyle czasu!
-No cześć kuzyneczko! Oj tak...Sporo czasu.-Odpowiada z uśmiechem na ustach.
-To jest Emilka Poznańska, moja przyjaciółka. Poznajcie się!
Emi i Możdżi podają sobie ręce.
-Czyli nie kłamała mówiąc, że jest twoją rodziną!
-Jak widać.-Możdżi puszcza jej oczko.-Słyszałem, że przywiozłyście jeszcze kogoś.
Na schodach pojawiają się chłopcy, i po chwili do nas dołączają.
-Przedstawiać was sobie chyba nie muszę.-Emi pokazuje zęby w uśmiechu.
-Cześć Magneto!-mówi uśmiechniety Włodarczyk.
-No hej! Wronka widzę, że broda zapuszczona.-W oczach Marcina ukazuje się błysk.
-No raczej! Przykład ze starszego kolegi biorę!-Marcin szturcha przyjacielsko chłopaka łokciem.
-Nie podskakuj młody! A tak właściwie...Co wy tu robicie?-Pyta drzewo.
-Kuzyneczku...Andrzej jest moim chłopakiem...
-A Wojtek moim.-dodaje Emi.
-Słodziutko.- Odpowiada przesłodzonym głosem, a ja uśmiecham się szeroko.
-Tęskniłam za tobą kuzynku!
-To tak jak ja za tobą. Słyszałem, że obie gracie w Bełchatowie.
-Tak!-mówi uradowana Emi.
-Mamy je pod swoimi skrzydłami!-Dodaje dumny Włodi.
-W takim razie możemy potem pograć. A właśnie przywiozłem ci kogoś, czeka w ogrodzie.
Wychodzę do ogrodu zastanawiając się kogo przywiózł Marcin, i wzrokiem szukam tajemniczego gościa. Ktoś zakrywa mi oczy, i mówi:
-Zgadnij kim jestem!
Ta odległość...Jednak mimo tych kilometrów nie zapomniałam tego głosu. Uradowana odwracam się i zwracam się do tajemniczego, nietajemniczego gościa.


No to mamy kolejny rozdział! Jak myślicie, kim jest tajemnicza postać? Koooomentujcie!

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział VII

Kasia

Minęło trochę czasu...Wraz z mamą dostałyśmy zaproszenie na urodziny do cioci, która ostrzegła nas, że jak nie przyjedziemy więcej się do nas nie odezwie. Wzięłyśmy to na poważnie, bo siostra mamy zawsze mówi poważnie. Gdy ciocia Iwona dowiedziała się o tym, że Wronka i ja jesteśmy parą zażądała aby przyjechał z nami. Chłopak zgodził się z przyjemnością. Nie chcąc zostawiać w Bełchatowie przyjaciół, namówiłam ciocie na przyjazd Emi i Włodiego.
Przychodzi czas wyjazdu. Wszyscy jesteśmy ubrani w dresy, gdyż droga pociągiem do Olsztyna trwa...długo, bo ok. 14 godzin. Najśmieszniejsza okazała się reakcja Wronki na takie same Air Maxy Emi i Włodiego. Otworzył szeroko usta, i powiedział: ''Ale jaja'', po czym zapytał w którym sklepie je kupili, gdyż może i my byśmy sobie takie sprawili.Nasze bagaże (czyli ubrania na zmianę, oraz rzeczy takie jak szczoteczki do zębów.No i prezenty oczywiście) trafiają na kratki, nad naszymi głowami. Na szczęście udało nam się znaleźć pusty przedział. Mijają godziny,i aby zabić nudę gramy w karty. Mama nie gra, gdyż postanawia się przespać zmęczona po 12h pracy. Gramy w tysiąca z tym, że przegrany musi dać każdemu po dyszce. Gorszy dzień ma Wronka... Z kieszeni wyjął już 160 zł x 3 czyli 480zł... Tak mi przykro naprawdę, aż mam złośliwy uśmiech na ustach. Ja, Emi i Włodi straciliśmy po 60 zł. W porównaniu do Andrzeja to nic. Gdy gra się zaczyna nudzić, a Endriu nie ma już pieniędzy Emi i Włodi postanawiają się przejść po pociągu, a my z Wronką zostajemy w przedziale i postanawiamy się przespać. Zamykam oczy, kładę głowę na kolanach mojego miśka i uciekam do krainy Morfeusza.

Emilka

Drzwi od przedziału zatrzaskują się za moimi plecami. Razem z Włodim postanawiamy znaleźć wolny przedział, i spędzić czas razem. Na szczęście pociąg jest w miarę pusty, i można się przecisnąć przez korytarz bez tracenia oddechu. Postanawiamy zajrzeć do pierwszego przedziału. Siedzą w nim 4 młode dziewczyny, które na widok Włodiego zrywają się z miejsca. Oczywiście zaczęły robić ''słit'' focie z MOIM Włodim. Rozdał im kilka autografów, i jak najszybciej wycofaliśmy się z przedziału 'super'' fanek.
-Czyżbyś była zazdrosna?- Włodi uśmiecha się szeroko.
-Jaaaa? Zazdrosna? Nie no co ty! Jest spoko, serio.-Szybko odpowiadam.
-Jak chcesz to też dostaniesz autograf, i nawet możemy sobie zdjęcie pstryknąć.-Włodi znowu ukazuje swoje piękne białe zęby.
-Oj Włodi...No jasne, że chce!
Stajemy po środku korytarza, Włodi wyciąga zdj. na którym mi się podpisuje, a potem robimy sobie selfie moją komórką. Po chwili ruszamy dalej, lecz zaczyna się odcinek torów na którym są ciągle światła, gdyż znajduje się tu główna zwrotnica. Tak wiec, aby się nie przewrócić łapie za rurę wystającą z podłogi i sięgającą sufitu. Lepiej trzymać się rury, niż wylądować na pupie, na podłodze. Po chwili do ucha pochyla mi się jakiś chłopak i szepce:
-Ej lala, ładnie na rurze tańczysz.
Oczywiście musiał to dosłyszeć Włodi. Myślałam, że powie coś w stylu: ''Ona jest moja'', ale nie. Włodi przysuwa się do chłopaka i mówi:
-Sexy dupcia z ciebie, może chcesz się przejść? Za takie nażelowane włoski bym zabił wiec uważaj! A może umówimy się na kolacje? Najlepiej we Włoskiej knajpce, one są takie romantyczne!
Chłopak spogląda się dziwnie na przyjmującego, i mówi zażenowanym głosem:
-Yyyy...To zły pomysł. Mam dziewczynę, i muszę do niej iść.- Po czym szybko odchodzi.
Spoglądam na Wojtka, i w tym samym momencie wybuchamy śmiechem.
-Jejku...Włodi. Ale on musiał się poczuć zażenowany.
-No i dobrze, nie będzie takich obraźliwych rzeczy do mojego skarba mówił.
-Słodko-mówię, i pochylam się nieśmiało aby dać mu całusa. Nie jestem pewna czy go odwzajemni gdyż, byłby to nasz drugi pocałunek. Pierwszym był ten gdy w butelkę graliśmy. Włodi jednak połącza nasze wargi. Moja twarz promienieje. Łapiemy się za ręce i ruszamy dalej. W jednym z przedziałów siedzi tylko starsza pani z kwiatem doniczkowym (takim ogromnym, coś a'la drzewko bonsai), oraz młody chłopczyk. Dosiadamy się, i obejmujemy ramionami. Po chwili do przedziału wchodzi kanar. Zaczyna od nas, i bez problemu kasuje nasze bilety. Potem czas przychodzi na starszą kobiecinę. Ta otwiera torebkę, i szuka biletu. Na małym stoliczku lądują okulary, parasolka, mentosy, słuchawki, smoczek (what?!), reklamówka, sztuczna szczena (w momencie gdy starsza pani wyjęła tą szczenę, Włodi zakrztusił się wodą, i opluł kwiatka na co pani na niego krzywo spojrzała, a ja zakrztusiłam się śliną) i inne przedmioty nieznanego pochodzenia. Po 10 minutach dokopuje się do biletu, który schowany był w rękawiczce...Zdenerwowany już kanar kasuje bilet, i podchodzi do chłopca. Okazuje się, że ten nie posiada biletu. Kanar, którego zdenerwowała babcia zaczyna krzyczeć na chłopca, a poczciwa babunia zaczyna go okładać kwiatkiem, krzycząc przy tym: ''Nie wstyd ci? Tak na małe dziecko naskakiwać?!''. Po 5 minutach ''pobity'' przez starszą panią kanar wybiega z przedziału, a my przybijamy babci piątki. Nasze rozmowy nie mogą trwać długo, gdyż zbliża się nasz przystanek. Zegnamy się z ''spokojną'' kobieciną, i wracamy do Wronki, Kati i jej mamy.


Kasia

Ze snu budzą nas wracający do przedziału Wojtek i Emi, którzy oznajmiają nam, że zaraz wysiadamy. Zbieramy nasze rzeczy i wychodzimy na korytarz. Po 5 minutach pociąg hamuje, a za szybą widzimy Dworzec Główny w Olsztynie. Przodem idą mama, Wronka oraz Romeo z Julką. Ja zostaje w środku i podaje im torby. Gdy ostatnia ląduje w rekach Andrzeja wychodzę z pociągu. W momencie gdy dotykam peronu, źle stawiam nogę. Zrywam się szybko na nogi, i krzyczę: ''Nic mi nie jest!''. Wszyscy spoglądają na mnie jak na kalekę, którą jestem. W budynku czeka na nas ciocia z wujkiem.
-Ciocia! Wujek! Jak ja się stęskniłam. -Podbiegam, i ściskam ich po kolei.
-Cześć Kasiu! Widzę, że namówiłaś mamuśkę na przyjazd.-mówi wujek Romek.
-To był pikuś, długo prosić to jej nie trzeba było. Poznajcie moich przyjaciół. To jest Emilka, a ten chłopak, który się od niej nie odkleja to Wojtek.
-Wiem kto to jest- Wujek śmieje się cicho.
-A ten miły młodzieniec to...-Ciocia spogląda wyczekująco na Andrzeja.
-To jest mój chłopak, Andrzej.Poznajcie się.
-Nie mówiłaś, że twoim chłopakiem jest Andrzej Wrona.- Mówi wujek unosząc brwi do góry.
-A czy to takie istotne?- mówię i przewracam oczami.
-Oczywiście,że nie. Miło mi was poznać.-Mówi lekko skrepowany wujo.
-Nam również!-odpowiada chórek.
Wsiadamy do jeepa wujka, i jedziemy do Wrzesiny.
-Romek, Możdżonki przyjadą?-pyta Mama.
-Tak, Marcin i Babcia też przyjadą.
-Marcin? Zbieżność nazwisk czy Marcin Możdżonek serio jest twoją rodziną?-pyta Emi.
-Serio jest moją rodziną.-odpowiadam.
-Jak to jest możliwe, że w takim razie nie interesowałaś się siatką?-Zadaje kolejne pytanie.
-Nie interesowałam się jego pracą, ale jest bardzo przyjemną osobą. Dobrze się z nim rozmawia, i dzisiaj chyba serio muszę z nim pogadać.
Po 30 minutach dojeżdżamy na miejsce, i całą gromadą ruszamy do ''dworku'' cioci. Możemy parami wybrać sobie pokoje. Jako, że mama krzywo spojrzała na to abym była w pokoju z chłopcem wylądowałam w pokoju z przyjaciółką, a Wronka z kumplem z teamu. Urodziny cioci są dopiero jutro, tak wiec razem z Wronką, Emi i Włodim idziemy w moje ukochane miejsce- do stajni. Każde z nas wybrało sobie konia. Ja dosiadłam tak jak zwykle Primore, Andrzej-Karo, Wojtek-Bruno, a Emi Persefonę. Wujek i Ciocia zajęli się uczeniem nowicjuszy, a ja ruszyłam na tor przeszkód znowu czując wolność i wiatr we włosach. Tak jadąc konno czuje, że żyje. To jest część mnie.

Wybaczcie, że tak dawno nie pisałam. Jak się podoba? ;D Czekam na komentarze! ;) Dziękuję za 700 wyświetleń! Kochani jesteście! <3 Jak bd 1000 wyświetleń zorganizuje konkurs ;)

sobota, 10 maja 2014

Rozdział VI

Wraz z Emi i Wronką, siadamy do jednej ławki gdyż są poczwórne. Do dzwonka zostało 10 minut. Z torby wyciągam trzy tymbarki i rozdaje je moim towarzyszom. Obejmuje Andrzeja i spoglądam na jego kapsel. Jego tymbark mówi ''Miej się na baczności'', co wydaje się być niepokojące gdyż tymbark się nie myli. Z ciekawości spoglądam na swój- ''Czeka cie coś, czego się nie spodziewasz.''. Jeszcze bardziej niepokojąco. Tym razem zerkam na kapsel Emi. Tymbark prorok mówi: ''Odwróć się''. Cała nasza trójka odwraca się w stronę drzwi, w których stoi...Włodi?! Chłopak uśmiecha się lekko i rusza w naszą stronę. Gdy zajmuje miejsce obok Emilki, Wronka pyta:
-Włodi chłopie, co ty tu robisz?
-Uczę się.- Wojtek pokazuje zęby w uśmiechu.
-Miło.-mówi Emi, i łapie go za dłoń.
Na twarzy Wojtka pojawia się uśmiech.
-Ładni z nas studenci.- śmieje się wesoło.I w tym momencie do klasy wchodzi nauczyciel. Lekcja jest tak nudna, że całą czwórką gramy w państwa i miasta. W końcu rozlega się dzwonek, i udajemy się na lunch. W drodze do stołówki za rękaw ciągnie mnie dziewczyna z mojej klasy, Kryśka. 
-Pogadajmy.- mówi, i wchodzi do łazienki.
-Idźcie zająć nam miejsca, a ja zaraz wracam. -mówię do Wronki,Włodiego i Emi, którzy kiwają mi głową i znikają za dębowymi drzwiami. Wchodzę do łazienki, gdzie czeka na mnie Kryśka.
-O co chodzi?-pytam.
-Myślisz, że jesteś taka fajna? Bo co z Wroną się umawiasz? Bo grasz w drużynie? Jesteś zwykłą dziwką.
-O co ci do cholery chodzi?! Co ja ci zrobiłam?
-To, że istniejesz.-odpowiada,i trzaskając drzwiami wychodzi z łazienki. Z ciężkim sercem udaje się na stołówkę.  Podchodzę do kucharki, i biorę sobie sałatkę i sok. Odwracam się, a na mojej twarzy ląduje talerz z sałatką oraz szklanka wody. Spoglądam w górę, i ukazuje mi się mściwy uśmieszek Kryśki. Odstawiam tace na bok, i wybiegam ze stołówki ze łzami w oczach. Z szafki biorę torbę, i wybiegam ze szkoły. W ciągu 10 min. dobiegam do domu, gdzie rzucam torbę na podłogę, i zmywam z siebie to świństwo zalewając się łzami.Co ja jej takiego zrobiłam? No tak...Umawiam się z Andrzeje. Po ubraniu się w dres, siadam na łóżku w moim pokoju, podwijam nogi pod brodę, i włączam laptopa. Po chwili włącza się Skype, i wyświetla zielona kropeczka obok Ani. Biorę oddech, i klikam na zieloną słuchawkę.Gdy ta odbiera wypuszczam powietrze z płuc.
-Cześć Kaśka!- odzywa sie tak dobrze znanym mi głosem.
-Eriena!- mówię przez łzy.
-Ej kochana co jest?-pyta zaniepokojona.
Biorę głęboki oddech, i wszystko jej opowiadam. Gdy w końcu milknę, Eriena mówi spokojnym głosem:
-Nie przejmuj się wariatką, zazdrości tego co osiągnęłaś.A takiego Wronki ci zazdroszczę.
-To tak boli...
-Wiem malutka.
Gdy chce się odezwać dzwoni dzwonek do drzwi.
-Er, ktoś się do drzwi dobija.Odezwę się potem.
-No dobrze, trzymaj się.
Rozłączam się, i schodzę na dwór. Przed drzwiami stoi Andrzej, który w chwili gdy otwieram mu drzwi rzuca się na mnie i mocno przytula. Ja natomiast staje na palcach i całuje go w usta. Razem z Endriu idziemy do kuchni gdzie razem przyrządzamy naleśniki.Andrzej chcąc się popisać jednego naleśnika podrzuca do góry na patelni, ten jednak źle podrzucony przykleja się do sufitu.
-Andrzej kurde!-piszczę.
-No co?- pyta i go odkleja. 
Ja jednak wkurzona bo na suficie została plama, obsypuje go mąką. Andrzej w odwecie robi to samo, a moja kuchnia staje się polem walki. Gdy kończy się mąka, próbuje obsypać go cukrem pudrem lecz środkowy ma inny plan. Podnosi mnie do góry, i udaje się w stronę łazienki.
-Andrzej, postaaaw mnie! Andrzej kurde!
Ten jednak uśmiecha się tylko, i wsadza mnie pod prysznic. Włącza wodę, i moje ubrania robią się momentalnie mokre. Aby nie wyjść tego na całkiem przegranej pozycji, wciągam go za sobą.
-Osz ty mała jędzo!- mówi Andrzej, i chlapie mnie wodą. Odpowiadam mu tym samym. Gdy z naszych ubrań ciekną potoki wody wychodzimy spod prysznica.
-Idę się ubrać.--mówię.
-A co ze mną?-pyta Wrona.
Ciągnę go do swojego pokoju i z szafki wyciągam największe dresy jakie mam, dostałam je od brata i są odrobinę za duże. Znajduje też koszulkę. Wręczam mu to, i wyganiam z pokoju. Sama szybko ubieram się w jeansy i koszule. Ubrana schodzę na dół, i czekam na dole. Po chwili z łazienki wychodzi Endriu w za krótkich dresach, oraz obcisłej koszulce. Na ten widok, padam ze śmiechu na kanapę, i ocieram łzy. Wronka podchodzi w moją stronę, i zaczyna mnie gilgotać. A ja jako, że mam gilgotki wyrywam się mu, i uciekam a on rusza za mną. Gdy w sypialni mamy tracę możliwość ucieczki ogłaszam, że się poddaje i oboje zanosząc się śmiechem padamy na łóżko. Oboje leżymy na plecach, trzymając się za ręce i co chwila na siebie spoglądając z uśmiechem na twarzach. W końcu przychodzi czas sprzątania.Wronka sprząta po nieudanych naleśnikach, a ja osuszam łazienkę.  Gdy dom błyszczy czystością, przychodzi do mnie sms od mamy:
''Córciu, dzisiaj nie wracam do domu. Przedłużył się wyjazd. Miłego dnia, wierze, że dasz sobie rade.''
Odpisuje:
''Jasne mamo, nie martw się.Pa.''
Spoglądam na stojącego przede mną Andrzeja, i mówie:
-Zostaniesz na noc? Mojej mamy dzisiaj nie będzie. Tylko jeden warunek, masz być grzeczny.
-Chętnie zostanę. Musze?- Wronka robi maślane oczka.
-Tak musisz być grzeczny.-mówię, i ze śmiechem kręcę głową.
-No dobze.-sepleni Wronka.
Wieczór spędzamy na przeglądaniu starych pamiątek mamy. Gdy wybija 2 rano, Wronka bierze mnie za ręce i zanosi do mojego pokoju. Układam się wygodnie na łóżku i przyciągam do siebie Wronkę. Zasypiam wtulona w jego tors, będąc pewna, że przyśni mi się coś pięknego.


Wybaczcie, że tak krótko. Jutro ukarze się kolejny ;) P.S Anonimy mogą komentować, proszę o komentarze! Czytasz, komentuj! :3 Pozdrawiam, i życzę słodkich snów.

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział V

Kasia

Trening jest cięższy niż zazwyczaj, ale nie ma co się dziwić za tydzień pierwszy mecz. Sama rozgrzewka trwa kupę czasu. Przychodzi czas na wybór zespołów. Trener każe wybierać je doświadczonym już Agacie i Monice. Wybierają dosyć szybko, a ja trafiam do drużyny Agaty wraz z Emi. Każda z nas ustawia się na swojej pozycji, zaczynają ''przeciwniczki''. Chociaż słowo zaczynają to złe stwierdzenie. Wszystkie tworzą grupkę na środku boiska, chichocząc oraz wskazując na trybuny. Kogo one tam zobaczyły? Justina Timberlake? Spoglądam na trybuny i dostrzegam Wronkę, Kłosa oraz Włodiego. Uśmiecham się do nich, i macham ręką. Emi chyba ich nie zauważyła. Nie zdążam jej pokazać gości, bo Monika posyła w nas zagrywkę. Emi rzuca się na parkiet i odbiera piłkę, a chłopaki biją jej brawo, no oprócz Włodiego bo ten jeszcze krzyczy: '' Braaawo!''. Piłka przelatuje na drugą stronę, a Emi z otwartymi ustami patrzy się na trybuny. Ta chwila nieuwagi dużo ją kosztuje. Rzeźnik, jak to nazywamy Ankę przebija piłkę nad siatką a ta uderza Emi w twarz. Oszołomiona pada na podłogę, a my zbieramy się wokół niej.
-Wszystko w porządku?-pytam i wyciągam do niej rękę.
-Jasne.- odpowiada Emi, ze skwaszoną miną. Nie zdąża jednak podać mi ręki, ponieważ Włodi schodzi z trybun bierze ją na ręce i znosi z boiska wprost na krzesła.
-Ale sierota ze mnie.- mówi.
-To moja wina.-mówi Włodi.- Zapatrzyłaś się w naszą stronę. Głupia sytuacja.
-No co ty...-Emi nie zdąża dokończyć gdyż na hale wraca trener.
-Czemu nie gracie?! Co to za zbiegowisko?- W tej chwili dostrzega trzech skrzatów.- Oooo... Goście. Cześć chłopcy.
-Dzień dobry.- odpowiadają chórem.
-Co się stało?-pyta trener.
-Emi dostała w twarz piłką.-mówię i krzywię się wyobrażając sobie to nieprzyjemne uczucie.
-Możesz grac?- pyta trener zwracając się do Ziomka. Emi kiwa głową, i się do nas dołącza.
Reszta meczu obywa się bez podobnych incydentów, ponieważ wszystkie skupiamy się na grze. W tie-breaku przy stanie 13:12 dla nas wchodzę na serwy. Pierwszy serw pada na Ankę, która odbiera i powodując to, że Monika jest w stanie zaatakować po wystawie Kryśki. Emilka odbiera, a Agata kiwa i zdobywamy 14 punkt. Biorę głęboki oddech. Dobra, trzeba to zakończyć! Staje za linią, odbijam piłkę o podłogę kilka razy. Biorę głęboki oddech, wyrzucam piłkę w górę, i uderzam. Piłka wpada w sam róg boiska. Jest mamy to! Uśmiecham się szeroko, i przybijamy z dziewczynami piątki. Trener wstaje z krzesła, i mówi:
-Przegrane 10 kółeczek.
Monika rzuca mi mordercze spojrzenie, ja jednak się nie przejmuje i rzucam się w ramiona Wronki, który czeka na dole. Obejmuje go w pasie, staje na palce i całuje w usta. Kontem oka dostrzegam, że to samo robi Włodi, i Emi. Przerywam pocałunek, i szepce do Wronki:
-Ty to z Karolem razem wykombinowałeś nie?
Endriu uśmiecha się tylko, i puszcza oczko.
Razem z Emi, przebieramy się i wychodzimy do czekających na nas Skrzatów.

Następnego dnia

 Oznajmiam mamie, że jestem z Andrzejem na co ona reaguje uśmiechem. Nawet mówi, żeby Endriu przyszedł na obiad. Dzwonie do niego, pytając czy wpadnie a on z chęcią się zgadza. O dwunastej dzwoni dzwonek do drzwi, zrywam się z krzesła i otwieram je odpicowanemu Wronce. Całuje go w policzek, łapie za rękę i prowadzę do jadalni gdzie czeka na nas mama.
-Dzień dobry, pani Wierzbicka. Miło mi panią poznać.-mówi Wronka z uśmiechem.
-Witam. Ciesze się że mogę poznać nowego chłopaka córci.-mówi mama, i po chwili dodaje:- Usiądź proszę.
Siadamy za stołem.-Ja z Wronką naprzeciwko mamy.
Obiad się udał, moja mama zawsze świetnie gotowała. Musze się przyznać, że ja też.
-A powiedzcie mi...Robiliście to już?-pyta mama a ja zaczynam krztusić się ziemniakiem. Andrzej stuka mnie w plecy, a ja łapie oddech.
-Mamo!-mówię, i kręcę głową.
-No co!?- pyta Mama.
-Nie nie robiliśmy TEGO.-mówię z naciskiem na ostatnie słowo.
Andrzejowi błyszczą iskierki w oczach, a ja patrząc na niego wiem, że ta sytuacja okropnie go bawi.
Reszta kolacji przebiega bez większych ''wpadek''. Po sprzątnięciu naczyń, ja i Andrzej idziemy do mojego pokoju.
-Przepraszam za mamę, jest strasznie bezpośrednia.
-Nic nie szkodzi, wspaniała osoba.-Wronka śmieje się przyjaźnie, i rozgląda się po moim pokoju. -Kto to?- wskazuje na moją starą fotografie. Miałam wtedy dwa latka, siedziałam w samych spodenkach ubabrana czekoladą.
-To ja.- śmieje się wesoło.
-Jaka urocza. Mogę zatrzymać to zdjęcie?
-Jasne.-mówię i podaje mu je razem z ramką. 
Wieczór mija mi bardzo przyjemnie. Wronka opowiada mi o swoim życiu, chłopakach z teamu i śmiesznych historiach. Ja natomiast opowiadam mu o mazurach, rodzeństwie i przyjaciołach. Gdy wybija 19., odprowadzam moją miłość do drzwi, całuje na pożegnanie i patrze jak znika w mroku Wrześniowego wieczoru.