Kasia
Budzi mnie ból w prawym biodrze. Szybko orientuje się, że spadłam z łóżka i to dlatego rozbolało mnie biodro. Zdejmuje z szafki telefon, i spoglądam na datę oraz godzinę. Sobota, 4 Września. Godz. 6:50. Wstaje z podłogi, zaspana człapie do łazienki i wchodzę pod prysznic. Gorąca woda rozluźnia moje mięśnie, a moje myśli wędrują ku przyjaciółkom z mazur. Ciekawe co u nich. Musze się do nich odezwać.Rozmyślenia te przerywa jednak dzwonek do drzwi. Szybko wyskakuje spod prysznica, i krzyczę:
-Sekundkę!
Szybko owijam włosy w ręcznik tworząc ''turban'', drugim ręcznikiem owijam zarówno klatkę piersiową jak i uda. Wychodzę z łazienki, zbiegam po schodkach i spoglądam przez ''judasza''. Wronka? Skąd Endriu ma mój adres? Przecież jeszcze u mnie nie był. Biorę głęboki oddech, i otwieram drzwi będąc jedynie w tym skąpym ''stroju''.
-Andrzej...Co ty tu robisz?-pytam.
-Bardzo chciałem cie zobaczyć.-Wronka spogląda na mój wytworny strój.- Ładnie wyglądasz.- W jego prawym oku pokazuje się błysk.
-Zbok!- uśmiecham się szeroko.
-Jaki tam zbok! A teraz jako, iż jest sobota a trening masz wieczorem idziesz do mnie. A najlepiej zabierz ze sobą Emi.
-Po co?- pytam podejrzliwie.
-Zobaczysz. Tylko ubierz się ładnie.Chociaż...tak też możesz iść.
Uderzam Wronkę w ramie, a ten udając ból trze je i robi śmieszne miny.
-Dobra Romeo, niech ci będzie.Zapraszam w moje skromne progi.
Odsuwam się na bok, i wpuszczam Endriu do środka. Chłopak rozgląda się dookoła, wchodzi do kuchni i z lodówki wyciąga mleko. Nie wyciągając szklanki wypija całość z ''gwinta''.
-Andrzej kurde! To było mleko mojej mamy! Zabije mnie, jak wróci z pracy i zobaczy, że zniknęło!
-Oj tam! To tylko mleko.-mówi chłopak.
-Włącz sobie telewizor w salonie, albo po prostu posiedź a ja lecę się ubrać.
Andrzej siada na kanapie, a ja wbiegam na górę. W pokoju przeglądam wszystkie ubrania i wybieram żółtą sukienkę koktajlową rozkloszowaną na dole. Z szafki obok wyciągam czarne szpilki, aby dodać sobie parę centymetrów. Ubieram się w trymiga, idę do łazienki gdzie moje zbuntowane włosy układam w jako takie falki. Wracam do pokoju,i moim oczom rzuca się zachmurzone niebo za oknem. Z szafy wyciągam czarną skórę, którą wciągam na plecy. Spoglądam w lustro...Jest nieźle. Ze stolika biorę torebkę do której wrzucam telefon, portfel i chusteczki. Biorę głęboki oddech i schodzę na dół. Wronka siedzi przed telewizorem i ogląda ''Galileo''. Dopiero teraz rzuca mi się w oczy jego ubiór. Endriu ma na sobie jeansy, t-shirt oraz marynarkę. Wygląda świetnie. Staje na ostatnim schodku, i chrząkam cicho. Wronka zrywa się z kanapy, i bada mnie wzrokiem. Po chwili otwiera usta, i mówi:
-O rany... Miałaś ubrać się ładnie, a nie jak anioł.
Przewracam oczami, i mówię:
-Uznaje to za komplement. To co? Idziemy?
-Jasne.- Wronka uśmiecha się szeroko i bierze mnie pod ramie.
Na pieszo idziemy na Emi, do której dotarł mój sms. Drzwi otwiera nam zanim nacisnęłam dzwonek. Przyjaciółka ubrana jest w nieziemską zieloną zwiewną sukienkę.
-To co idziemy?- pyta.
-Jasne.- Wronka uśmiecha się szeroko i puszcza jej oczko.
-Ładna z was para.- mówi Emi, i cicho chichocze.
-Ha Ha, ale zabawne! No rusza się mała, zanim mi broda wyrośnie!- mówię.
Jedziemy autobusem jako, że Wronka ze swoją nogą nie może prowadzić. Wysiadamy pod domem naszego ''malutkiego'' przyjaciela. Wronka puszcza mnie pierwszą. Otwieram drzwi, i opada mi szczęka. W salonie czeka na nas cała drużyna Skry.
-Wronka ty dziadzie! Wszystko zaplanowałeś!- uśmiecham się szeroko.-Cześć chłopaki!
-Siemanko!- krzyczy wychylając się z tłumu Karollo.
Za mną do mieszkania wchodzi Emi, i jej reakcja przypomina moją. Po chwili się otrząsa i macha do chłopaków. Chwile po Emi w mieszkaniu zjawia się Endriu.
-Chłopaki poznajcie Kasie.- Wronka wskazuje na mnie.
-Cześć Kasia!-Krzyczą chłopaki. Widocznie Wronka już im się ''pochwalił''.
-Siemanko!- odpowiadam, i posyłam im uśmiech.
-A to jest Emilka, przyjaciółka mojej Kasi.-Andrzej tym razem wskazuje na Emi.
-No hej!- Mówi Emi, wyraźnie zadowolona.
Spoglądamy na siebie, z szerokimi uśmiechami. Endriu obejmuje mnie ramieniem i pochylając się nade mną szepce mi do ucha:
-Z kim zeswatamy Emi?
-Jesteś niemożliwy!- Kręcę głową i wybucham śmiechem.
Po chwili zostaje wciągnięta w tłum, i zaczynam poznawać chłopaków. Wszyscy są bardzo pozytywnymi osobami, i świetnie mi się z nimi rozmawia. Karollo wręcza mi swój numer, mówiąc: ''Zapewniam dyskrecje, i prawdziwą przyjacielską dłoń.'' Dziękuję mu serdecznie, i zaczynam rozumieć dlaczego przyjaźnią się z Endriu. Niesamowicie mało jest tak pozytywnych osób jak on. Po chwili Blondyna- tak ochrzcili Karola chłopcy rzuciła pomysł gry w butelkę. Wszyscy chętnie się zgodzili. Usiedliśmy na podłodze, a Wronka jako gospodarz zaczął kręcić. Butelka wypadła na Uriarte.
-Pytanie czy zadanie?-pyta Wronka.
Nico łamanym językiem odpowiada, że zadanie. Wronka myśli, i po chwili się odzywa:
-Musisz się pomalować, zrobić sobie zdjęcie i zdjęcie te wysłać trenerowi z dopiskiem: ''Jest Pan Boski''.
Chłopcy wybuchają śmiechem, a Uriarte robi wielkie oczy.
-No! Never, nigdy!
-Nico, nie masz wyboru! Albo to, albo kartka oświadczynowa dla twojej sąsiadki!
-Och...no. Why?- mówi Nico.
-To jest butelka.- odpowiada Kłosu.
Nico zrezygnowany wstaje z podłogi, i z pożyczonymi ode mnie kosmetykami udaje się do łazienki. Jako, że wszyscy są ciekawi nowego image Nicolasa przerywamy grę. 15 min. później w korytarzu pojawia się umalowany Nico. Wszyscy padamy ze śmiechu, a Nicolas wiedząc jak wygląda do nas się dołącza. Gdy głupawka powoli przechodzi, Nico robi sobie komórką zdjęcie i wysyła je do trenera.
-No to zginę...-mówi i siada obok Antigi.
Tym razem butelką kreci Nico. Tym razem butelka zatrzymuje się na Kłosie.
-Pytanie czy zadanie?- pyta Nico.
-Dawaj pytanie. -odpowiada Karollo.
-Jak długo spałeś z misiem?
Karol robi nadąsaną minę, i mówi:
-Nadal śpię, no i co z tego!
Mina Karola powoduje kolejną fale śmiechu. Po zakręceniu butelką przez Karola przed wyborem staje Emi.
-Pytanie czy zadanie?-pyta Karol.
-A niech wam będzie zadanie!
-Pocałuj Włodiego.- Karol mruga do Wronki.
Emi zmieszana podchodzi do Włodiego, i całuje go w usta. Gdy zaczyna odrywać usta, Włodi, przysuwa się do niej i kontynuuje pocałunek a wszyscy zaczynają bić brawo. Gdy w końcu odrywając się od siebie, Emi patrzy innym wzrokiem na Włodiego. Następna godzina zlatuje niezwykle szybko, a my z Emi musimy się zbierać ponieważ została nam godzina do treningu. Gdy wychodzimy z domu Wronki, Włodi wsuwa Emi swój numer w dłoń, uśmiecha się szeroko i znika w domu Wronki.
-Wiesz co?-pyta Emi.
-Co Emi?-pytam.
-Do tej pory nie wierzyłam w miłość.
Spoglądam na nią, śmieje się przyjaźnie i razem ruszamy wgłąb ulicy.
I jak się podoba? Co ciekawego chcielibyście zobaczyć? ;) Wybaczcie, że taki kiepski.
poniedziałek, 5 maja 2014
sobota, 3 maja 2014
Rozdział III
Andrzej
Razem z Kasią idziemy do małej Kafejki na rogu ulicy, ponieważ nie znaleźliśmy Emilki. Zamawiam stolik schowany za przepierzeniem. Odsuwam krzesło, tak aby Kasia mogła zająć swoje miejsce. Po chwili podchodzi kelnerka, i zadaje standardowe pytanie:
-Co podać?
-Wybieraj- mówię do mojej ''towarzyszki''.
-Hmmm...-Kasia spogląda w kartę.-To może...Cappuccino Orzechowe, oraz murzynka?
-W takim razie ja to samo.- mówię i uśmiecham się do Kasi, a ona odwzajemnia uśmiech.
-Skąd znasz tą kawiarnie?-pyta.
-Gdy byłem mały przychodziłem tu razem z mamą.
-To ty byłeś mały?-Kaśka śmieje się cicho.
-Gdy miałem mało lat...-poprawiam się, i kręcę głową z uśmiechem na ustach.-Jakie jest twoje marzenie?
-Aby Andrzej Wrona dał mi żyć, wyprowadził się, i nigdy więcej się do mnie nie odezwał.- mówi Kasia grobowym tonem, a ja czuje jak pęka mi serce.
-W takim razie, pójdę już sobie.-Mówię, i zaczynam się podnosić.
Kasia
Wronka naprawdę uwierzył, że to prawda i zaczął się podnosić. Spojrzałam na niego, nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
-O co chodzi?-pyta marszcząc brwi.- Czemu się śmiejesz?
-Żartowałam! Moje marzenie? Mam kilka marzeń...Móc jeździć konno, sprawdzić się jako siatkarka, widzieć szczęśliwą Emi, codziennie widzieć uśmiech na twojej twarzy, mieć kogoś mi bliskiego, no i może to zabrzmi głupio, ale być szczęśliwą.
-Spadł mi kamień z serca! Wiesz...Myślę, że kilka marzeń mogę spełnić.
W tym momencie pojawia się kelnerka przynosząc zamówienie. Stawia je na stole, i odchodzi. Andrzej pochyla się w moją stronę.
-W jaki sposób?- Szepce.
-No cóż... Jeśli chodzi o siatkę, to mogę z tobą potrenować jak wrócę do formy. Oczywiście, jeśli chcesz.-Andrzej kładzie dłoń na stolik.
-Chętnie, a co z pozostałymi?-pytam.
-Cóż dwa, a może nawet więcej marzeń możemy zawrzeć w jednym.
-W jaki sposób?- Unoszę prawą brew do góry.
-Na pewno możemy połączyć bycie z kimś i mój uśmiech.No i może nawet szczęście-Wronka słodko się uśmiecha.
-Do tego pijesz!-mówię.
-Co ty na to? Będziemy razem? Mój uśmiech masz wtedy gwarantowany.
-No cóż...-Biorę łyk gorącego napoju.- To chyba przeznaczenie, więc możemy spróbować.
-Naprawdę?- Pyta Andrzej, a na jego ustach wykwita piękny uśmiech.
-Naprawdę.-Potwierdzam, a Endriu wpija się w moje usta.
-Ale tylko spróbować! Jak nam nie wyjdzie, to się rozstajemy,jasne?
-Jasne, psze Pani!- mówi Andrzej.
-No to dobrze, że to ustaliliśmy.- uśmiecham się szeroko.
-A co do pozostałych marzeń...-mówi, i łapie mnie za rękę.- Emilka ma kogoś?
-Nie, a co?- mrużę podejrzliwie oczy.
-Nie nic...-Na ustach Andrzeja pojawia się podejrzany uśmiech.
-Andrzej no mów! Co wykombinowałeś?
-Nie nic, opowiedz mi o sobie.
-To może tymi powiedz jakie są twoje marzenia. -mówię.
-Zdobyć złoto na Mś, odnaleźć spokój,szczęście...Nie wiem trudno powiedzieć.
Ja i Endriu siedzimy razem, i miło spędzamy czas.Gdy mija godzina odkąd zjawiliśmy się w kawiarence środkowy pyta:
-To co teraz robimy?
-No nie wiem... Jako, że masz złamaną nogę wiele opcji odpada... Mogę zaproponować wycieczkę do mnie, albo do ciebie.I to chyba tyle...
-W takim razie może do mnie?- mówi pytającym głosem Wronka.
-Okej, innym razem możemy pójść do mnie.
-Nie ma sprawy.-Wronka pokazuje zęby w uśmiechu, łapie mnie za rękę, po czym razem wychodzimy we Wrześniowy chłód.
Dojazd do mieszkania Andrzeja zajmuje nam góra 5 min. Endriu otwiera drzwi, i przepuszcza mnie przodem. Wchodzę do przestronnego, i pełnego światła salonu. Wszystko tu jest takie nowoczesne, oraz pełne wyjątkowego stylu.
-Jejku...Ale niesamowite mieszkanie.-mówię.
-No cóż...Dziękuję. -Wronka uśmiecha się szeroko.-To co, może jakiś film?
-Chętnie.-odpowiadam.
Endriu pokazuje mi szafeczkę z filmami, i prosi abym coś wybrała. Przeglądając pobieżnie filmy trafiam na: ''Nieletni Pełnoletni''. Wyciągam go, i pokazuje Wronce. Andrzej przynosi popcorn, Coca-cole oraz orzeszki. Ja siadam na kanapę, a on włącza płytę. Pilot zostawia na stoliku, siada obok mnie, i obejmuje mnie w tali ręką. Siedzę w takiej pozycji, że jest mi strasznie nie wygodnie, wiec opieram głowę o tors chłopaka, a ten całuje mnie w czubek głowy. W połowie filmu spostrzegam, że Wronka usnął. Po cichu wysuwam się z jego objęć,i w torebce znajduje marker, który świeci w ciemności, a przy świetle dziennym go nie widać. Jego twarz dekoruje ''pięknymi'' malunkami, ale nie oszczędzam również ramion. Gdy na twarzy, oraz ramionach Andrzeja nie ma wolnej przestrzeni chowam jego kule do szafy, a na gipsie pisze: Najlepszy towar w mieście. Na stoliku zostawiam karteczkę:
''Kochanie,
musiałam uciekać. Zadzwoń później. Kocham, i tęsknie,
Wybaczcie, że dopiero teraz ale brak czasu oraz sprawy rodzinne. Jak się podoba? :) Byle jaki ale zawsze ;)
Razem z Kasią idziemy do małej Kafejki na rogu ulicy, ponieważ nie znaleźliśmy Emilki. Zamawiam stolik schowany za przepierzeniem. Odsuwam krzesło, tak aby Kasia mogła zająć swoje miejsce. Po chwili podchodzi kelnerka, i zadaje standardowe pytanie:
-Co podać?
-Wybieraj- mówię do mojej ''towarzyszki''.
-Hmmm...-Kasia spogląda w kartę.-To może...Cappuccino Orzechowe, oraz murzynka?
-W takim razie ja to samo.- mówię i uśmiecham się do Kasi, a ona odwzajemnia uśmiech.
-Skąd znasz tą kawiarnie?-pyta.
-Gdy byłem mały przychodziłem tu razem z mamą.
-To ty byłeś mały?-Kaśka śmieje się cicho.
-Gdy miałem mało lat...-poprawiam się, i kręcę głową z uśmiechem na ustach.-Jakie jest twoje marzenie?
-Aby Andrzej Wrona dał mi żyć, wyprowadził się, i nigdy więcej się do mnie nie odezwał.- mówi Kasia grobowym tonem, a ja czuje jak pęka mi serce.
-W takim razie, pójdę już sobie.-Mówię, i zaczynam się podnosić.
Kasia
Wronka naprawdę uwierzył, że to prawda i zaczął się podnosić. Spojrzałam na niego, nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
-O co chodzi?-pyta marszcząc brwi.- Czemu się śmiejesz?
-Żartowałam! Moje marzenie? Mam kilka marzeń...Móc jeździć konno, sprawdzić się jako siatkarka, widzieć szczęśliwą Emi, codziennie widzieć uśmiech na twojej twarzy, mieć kogoś mi bliskiego, no i może to zabrzmi głupio, ale być szczęśliwą.
-Spadł mi kamień z serca! Wiesz...Myślę, że kilka marzeń mogę spełnić.
W tym momencie pojawia się kelnerka przynosząc zamówienie. Stawia je na stole, i odchodzi. Andrzej pochyla się w moją stronę.
-W jaki sposób?- Szepce.
-No cóż... Jeśli chodzi o siatkę, to mogę z tobą potrenować jak wrócę do formy. Oczywiście, jeśli chcesz.-Andrzej kładzie dłoń na stolik.
-Chętnie, a co z pozostałymi?-pytam.
-Cóż dwa, a może nawet więcej marzeń możemy zawrzeć w jednym.
-W jaki sposób?- Unoszę prawą brew do góry.
-Na pewno możemy połączyć bycie z kimś i mój uśmiech.No i może nawet szczęście-Wronka słodko się uśmiecha.
-Do tego pijesz!-mówię.
-Co ty na to? Będziemy razem? Mój uśmiech masz wtedy gwarantowany.
-No cóż...-Biorę łyk gorącego napoju.- To chyba przeznaczenie, więc możemy spróbować.
-Naprawdę?- Pyta Andrzej, a na jego ustach wykwita piękny uśmiech.
-Naprawdę.-Potwierdzam, a Endriu wpija się w moje usta.
-Ale tylko spróbować! Jak nam nie wyjdzie, to się rozstajemy,jasne?
-Jasne, psze Pani!- mówi Andrzej.
-No to dobrze, że to ustaliliśmy.- uśmiecham się szeroko.
-A co do pozostałych marzeń...-mówi, i łapie mnie za rękę.- Emilka ma kogoś?
-Nie, a co?- mrużę podejrzliwie oczy.
-Nie nic...-Na ustach Andrzeja pojawia się podejrzany uśmiech.
-Andrzej no mów! Co wykombinowałeś?
-Nie nic, opowiedz mi o sobie.
-To może tymi powiedz jakie są twoje marzenia. -mówię.
-Zdobyć złoto na Mś, odnaleźć spokój,szczęście...Nie wiem trudno powiedzieć.
Ja i Endriu siedzimy razem, i miło spędzamy czas.Gdy mija godzina odkąd zjawiliśmy się w kawiarence środkowy pyta:
-To co teraz robimy?
-No nie wiem... Jako, że masz złamaną nogę wiele opcji odpada... Mogę zaproponować wycieczkę do mnie, albo do ciebie.I to chyba tyle...
-W takim razie może do mnie?- mówi pytającym głosem Wronka.
-Okej, innym razem możemy pójść do mnie.
-Nie ma sprawy.-Wronka pokazuje zęby w uśmiechu, łapie mnie za rękę, po czym razem wychodzimy we Wrześniowy chłód.
Dojazd do mieszkania Andrzeja zajmuje nam góra 5 min. Endriu otwiera drzwi, i przepuszcza mnie przodem. Wchodzę do przestronnego, i pełnego światła salonu. Wszystko tu jest takie nowoczesne, oraz pełne wyjątkowego stylu.
-Jejku...Ale niesamowite mieszkanie.-mówię.
-No cóż...Dziękuję. -Wronka uśmiecha się szeroko.-To co, może jakiś film?
-Chętnie.-odpowiadam.
Endriu pokazuje mi szafeczkę z filmami, i prosi abym coś wybrała. Przeglądając pobieżnie filmy trafiam na: ''Nieletni Pełnoletni''. Wyciągam go, i pokazuje Wronce. Andrzej przynosi popcorn, Coca-cole oraz orzeszki. Ja siadam na kanapę, a on włącza płytę. Pilot zostawia na stoliku, siada obok mnie, i obejmuje mnie w tali ręką. Siedzę w takiej pozycji, że jest mi strasznie nie wygodnie, wiec opieram głowę o tors chłopaka, a ten całuje mnie w czubek głowy. W połowie filmu spostrzegam, że Wronka usnął. Po cichu wysuwam się z jego objęć,i w torebce znajduje marker, który świeci w ciemności, a przy świetle dziennym go nie widać. Jego twarz dekoruje ''pięknymi'' malunkami, ale nie oszczędzam również ramion. Gdy na twarzy, oraz ramionach Andrzeja nie ma wolnej przestrzeni chowam jego kule do szafy, a na gipsie pisze: Najlepszy towar w mieście. Na stoliku zostawiam karteczkę:
''Kochanie,
musiałam uciekać. Zadzwoń później. Kocham, i tęsknie,
Kasia.''
Zabieram kurtkę, i wracam do domu gdzie czekają na mnie smsy od Emi. Ja jednak padając ze zmęczenia rzucam się na łóżko i odpływam do krainy snów.
Wybaczcie, że dopiero teraz ale brak czasu oraz sprawy rodzinne. Jak się podoba? :) Byle jaki ale zawsze ;)
wtorek, 22 kwietnia 2014
Rozdział II
Została mi godzina do wyjścia z domu. Otwieram gazetę, którą rano zostawiła mama przed wyjściem na basen (jest ratowniczką). Przeglądam pierwsze kilka stron, nic ciekawego. Jednak jeden z artykułów rzuca mi się w oczy:
Andrzej Wrona Kontuzjowany.
Przechodzę do artykułu, który brzmi tak:
''Siatkarze PGE Skry Bełchatów przybyli wczoraj na trening studentek z miejscowego uniwersytetu. Podczas meczu studentki grały w mieszanych składach z naszymi siatkarzami. W trakcie drugiego seta, jedna ze studentek niefortunnie wyskoczyła do bloku, i wpadła na Andrzeja Wrone. Pomogła mu zejść z boiska, wraz z Mariuszem Wlazłym. Prześwietlenie wykazało złamanie. Trening ten wykluczył Andrzeja z gry przynajmniej do końca sezonu. Jak widać, i na naszych siatkarzy szykowane są zamachy...! Ciekawsze jest jednak to, iż Andrzej Wrona dał jej swój numer. Kto wie co z tego wyniknie?Czy będziemy mieli kolejne siatkarskie wesele?''
Jasna cholera! Jestem już w gazecie?! Andrzej ma złamaną nogę...Czy ja muszę na wszystkich sprowadzać nieszczęście? Na pewno do niego nie zadzwonię. Po to żeby znowu wylądować w gazecie? Oni planują mi wesele, gdzie ja prawie chłopaka nie znam! Nie ma mowy, będę go unikać, zapomni o mnie i moje życie wróci do swojego starego nudnego rytmu. Spoglądam na telefon, ponieważ przyszedł sms od Emi, który brzmi tak:
''Dzisiaj moja droga idziemy na mecz Skry. Grają z KK mecz towarzyski. I nie przyjmuje odmów! Przy okazji pouczę cie trochę zasad gry.''
Miałam unikać Andrzeja, a założę się, że będzie siedział na trybunach. Ale z drugiej strony... Zobaczyłabym Marcina, spędziła czas z Emi, i wyrwała się z domu. Przecież na hali będzie mnóstwo ludzi! Na pewno na mnie nie zwróci uwagi! Czyli decyzja podjęta, idę. Podchodzę do blatu, wyrywam karteczkę z bloczku, i pisze na niej:
''Mamusiu,
Lece do szkoły, a potem razem z Emilką idziemy na mecz. Będę około 20 w domu, pa. A i nie będę odbierała telefonu bo na hali nic nie słychać.
Kasia''
Zakładam trampki, biorę torbę z blatu i wychodzę we wrześniowy ranek. Do szkoły mam jakiś kilometr, jednak po drodze zachodzę po Ziomka.Ach! Pewnie nie wiecie kim jest ziomek. Ziomek, to ksywka Emilki. Nabyła ją dlatego, że bardzo lubi Łukasza Żygadło. Pukam do drzwi, które otwiera jej mama.
-Cześć, ty pewnie jesteś Kasia?
-Dzień dobry, tak nazywam się Kasia.-Uśmiecham się szeroko.- Jest Emilia?
-Tak...właśnie...
Mama Emilki nie zdąża dokończyć, ponieważ przerywa jej córka.
-Nie żadna Emilia! JA JESTEM EMILKA. E MIL KA. Kumasz?- Zdenerwowana Emilia wychodzi zza mamy, a ja na widok jej miny wybucham śmiechem.- To nie jest śmieszne!
Po chwili, gdy już dochodzę do siebie odpowiadam jej:
-Wiem, po prostu zrobiłaś śmieszną minę. Będę pamiętać... Nie Emilia, tylko Emilka.
-To dobrze.- Emilka się szeroko uśmiecha, bierze mnie pod ramie i razem ruszamy w kierunku szkoły. Na holu musimy się rozstać, ja udaje się na Lingwistyke, a Emilia na zajęcia z medycyny. Jako, że Emi poszła na swoje zajęcia, nie mam z kim siedzieć, i dosiadam się do jakiegoś chłopaka odwróconego w drugą stronę, zajętego rozmową z niskim blondynem.
-Ekhm... Mogę tu usiąść?
Chłopak odkręca się na krześle, a mi opada szczena.
-Andrzej? Co ty tu robisz?!
-Czekam na wykład.- odpowiada Wrona, również zaskoczony moją obecnością.
-Czy ty przypadkiem już nie skończyłeś szkoły?
-Jedną tak. Powiedzmy, że postanowiłem wrócić do szkoły i ukończyć dziennikarstwo.
-Oh...Rozumiem. Przepraszam za nogę. Słyszałam, że jest złamana.
-Taaaak, ale to nic takiego. Zagoi się. Co cie nie zabije, to cie wzmocni. A poza tym dzięki temu poznałem ciebie.
-Wiesz...jeśli o to chodzi, to chyba nic między nami nie będzie. Nie znam cie, różnimy się, jestem pechowcem co ci się raczej nie przysłuży, a poza tym widziałeś dzisiejszą gazetę?
-Nie, a o co chodzi?
-O to.- Wyjmuje gazetę z torby, i rzucam mu ją na kolana.Andrzej otwiera ją, przegląda i trafia na odpowiedni artykuł. Czyta go, zamyka gazetę i spogląda mi w oczy.
-Nie przejmuj się tym.-mówi i się uśmiecha.
-Jak mam się nie przejmować? Ja cie nawet nie znam!
-Słuchaj...-Andrzej przerywa na chwile.
-Kasiu.- podpowiadam i marszczę brwi.
-Tak...Kasiu, wiedziałem!
-Jasne...-odpowiadam.-Widzisz?To bez sensu! Nawet nie znasz mojego imienia!- Wstaje, a Wrona się odzywa:
-Znam!
Spoglądam na niego,kręcę głową, i siadam dwa stoły dalej. Przez resztę zajęć mam głowę w chmurach, i nie słucham wykładowcy. Gdy rozbrzmiewa dzwonek, wszystko wrzucam do torby i wpadam na Wrone, który próbuje mnie zatrzymać. Ja jednak przechodzę pod jego ramieniem i wybiegam na korytarz, gdzie czeka na mnie podekscytowana Emi.
-Nie uwierzysz! Zgadnij kto chodzi do naszej szkoły!
-Wrona.- odpowiadam.
-Skąd wiesz?- pyta zawiedziona Emi, wyraźnie chciała się podzielić ze mną newsem.
-Chodzi ze mną do klasy.
-No to super! Bierz się za niego!
-Wiesz... nie mam na to ochoty. On nie zna nawet mojego imienia! To bez sensu. Postanowiłam, że będę go unikać.
-Oj przestań! Pozna cie.
-Nie, nie ma mowy! Nie gadajmy o tym proszę.
-Okej, skoro chcesz...
Reszta dnia minęła spokojnie. Ani razu nie trafiłam na Wrone. Przyszedł czas na siatkówkę. Razem z Emi szybko się przebrałyśmy. Emi w koszulkę z 16-stką na plecach, a ja z 17-stką. Wyszłyśmy na hale i zaczęłyśmy odbijać. Przyszedł trener, i szybko zrobiłyśmy rozgrzewkę. Po rozgrzewce, przyszedł czas na grę., tym razem moja drużyna wygrała 3:0. Gdy miałam razem z Ziomkiem iść do szatni zawoła mnie nauczyciel.
-Poczekam na ciebie.- odzywa się Emi.
-Dzięki.- uśmiecham się, i idę do magazynku gdzie za biurkiem siedzi trener.
-O co chodzi Panie trenerze?- pytam lekko zaniepokojona.
-Grałaś wcześniej w siatkówkę?-pyta trener.
-Tak, wczoraj.
-I to był twój pierwszy raz?- trener pyta zdziwiony.
-No tak...
-Niesamowite... Chciałem ci zaproponować grę w klubie na pozycji środkowej, ewentualnie atakującej. Co ty na to?
-Jaaa...Ale jak to?
-Grasz świetnie... Potrzebujemy świeżej krwi. Jeśli boisz się tego, że nikogo nie znasz to poprawie ci humor i powiem, że gra u nas Emilka.
-Dobrze...Zgadzam się.
Trener zrywa się z krzesła, i mnie przytula.
-Dziękuję.-Trener uśmiecha się szeroko.
-To kiedy pierwszy trening, co mam kupić,i gdzie mam się stawić? I właściwie jaki klub?
-PGE Skra Bełchatów, a konkretniej trzecia liga. Twój pierwszy trening odbędzie się jutro o 17:00 w Hali Energia. Nie licz na to ,że będziesz od razu grac w pierwszym składzie.
-Nawet o tym nie marze.-uśmiecham się szeroko.- To co mam kupić?
-Najlepiej pójdź z Emilką do galerii, ona ci doradzi jeśli o marki chodzi. Potrzebujesz dobrych butów, spodenek, koszulki, może dziwne, że to mówię ale skarpet, nakolanników, torby i dobrze by było gdybyś w niej miała, oprócz stroju stabilizatory, tejpy no i rzeczy bardziej prywatne. To by było na tyle, a teraz leć do Emilki.
-Dziękuję panu.-podbiegam do trenera i się do niego przytulam, po czym wbiegam do prawie pustej szatni.-Emi!
-O co chodzi?- pyta Emilka, i unosi prawą brew do góry.
-Gramy razem w 3 lidze! Trener poprosił mnie o dołączenie do teamu!- uśmiecham się szeroko i przytulam do Emi.
-Gratuluje! Gramy razem, jeeej jak super!- Emi daje mi buziaka w policzek.
Ubieram się w swoje ubrania, i zadaje Emi pytanie:
-Emi? Poszłabyś ze mną na zakupy przed meczem? Musze kupić kilka rzeczy skoro mam grac.
-Jasne! To co chodź. Masz przy sobie kasę?
-Tak wzięłam, aby mieć od razu na bilet, koszulkę i szalik.
-Okej, to lecimy!
Razem z Emi wyszłyśmy z hali, i udałyśmy się do autobusu. Skasowałyśmy bilety, i wysiadłyśmy przed samą galerią. Emi pociągnęła mnie za rękę, i weszłyśmy do sklepu.
-Dobra to od czego zaczynamy?-pyta Emi.
-Myślę, że od butów.
Razem z Emi podeszłyśmy do działu z butami.
-Polecam Asicsy.
Zaczęłyśmy wiec szukać Asicsów.
-Jaki rozmiar?-pyta Emi.
-Ekhm...42.
-O matko! Wielka stopa!- Emi uśmiecha się pokazując zęby.- Może te?- pokazuje niebieskie Asicsy.
Przymierzam je, wyskakuje do góry i z szerokim uśmiechem mówię:
-Są idealne!
Wkładam buty do koszyka, i udajemy się do półek z koszulkami i spodenkami.Szybko wybieram białą koszulkę i czerwone spodenki, i wrzucam je do koszyka.
-Jeszcze skarpety, nakolanniki,torba, tejpy i stabilizatory.-mówię.
-Tam są nakolanniki i skarpety.- Emi wskazuje palcem róg sklepu.
Podchodzimy do półki, a ja wybieram białe skarpety i białe nakolanniki. Po drodze wybieram jeszcze odpowiednie stabilizatory, kolorowe tejpy i czarną torbę.
-To co idziemy?- pyta Emi.
-Jasne.- podchodzimy do kasy, płace za zakupy i wychodzimy z Emi ze sklepu. Wsiadamy do autobusu, po czym razem z Emi udajemy się do mojego domu. Zostawiam zakupy u siebie w pokoju, i udajemy się do hali Energia. W kasie kupujemy dwa bilety, a potem udajemy się do sklepu kibica abym mogła kupić koszulkę i szalik. W kasie siedzi starsza pani.
-Dzień dobry!-odzywam się.
-Dzień dobry, co podać dziewczynki?
-Poproszę oryginalną koszulkę meczową, i szalik.
-Koszulka z jakim nazwiskiem?
-Niech Pani da Wojtka Włodarczyka, albo Karola Kłosa.-mówię.
-Nie ma ani jednego, ani drugiego.
-A kto jest?-pytam.
-Właściwie...Mamy tylko Wrone.
Emilia wybucha śmiechem, krztusi się gumą a ja spoglądam na nią złowrogo.
-W takim razie poproszę...
Oby mnie nie zobaczył Wrona...Bedzie: ''I co nie chcesz ze mną być?!''
Kobieta podaje mi koszulkę, i szalik a ja jej płace. Razem z Emi idziemy do łazienki, gdzie szybko zmieniamy koszulki. Razem z przyjaciółką wychodzimy z łazienki, i udajemy się na trybuny. Drużyny już się rozciągają. Udajemy się w stronę naszych miejsc, i okazuje się, że mamy je dwa rzędy za siedzącym tam Wroną.
-No nie...- jęczę.
-O co chodzi?- pyta Emi.
Spoglądam na nią, i palcem wskazuje tył głowy Andrzeja.
Emilka wybucha śmiechem, i mówi:
-Wy chyba jesteście sobie pisani.
-Nawet tak nie mów!- mówię przestraszona.
Trybuny się zapełniają, a zawodnicy kończą rozgrzewkę. Podstawowych 6 zawodników ZAKSY to: Witczak, Zagumny,Ferens, Ruciak, Wiśniewski oraz kuzyn- Możdżonek. Natomiast 6 podstawowymi zawodnikami Skry są: Wlazły, Uriarte, Antiga, Włodarczyk,Pliński i Kłos. Kontuzja Wrony odbiła się na dobrej grze zespołu. Pierwszy i drugi set łatwo urywamy Kędzierzynianom, jednak po przegraniu dwóch partii zespół z Kędzierzyna odradza się z popiołów. Mówi się, że ZAKSA jest mistrzem w odrabianiu punktów. Kilka mocnych ataków Boćka, oraz bloki Wiśni i kuzyna doprowadzają do tie-breaka. Tie-break od początku układa się niekorzystnie dla trójkolorowych. Najpierw dwa asy Wlazłego, potem blok Kłosa i Bełchatowianie doprowadzają do remisu. W pewnym momencie Bociek wpada na słupek, i osuwa się na boisko. Koledzy z drużyny znoszą go z boiska. Od tej pory Kędzierzynianom nie wychodzi żadna akcja. Mecz kończy Zagumny blokując w aut. Razem z Emi zrywamy się z krzeseł i podskakujemy z radości. W chwili gdy próbujemy wyjść z hali wpadam na kogoś. Spoglądam w górę, i ukazuje mi się twarz szeroko uśmiechniętego Wrony.
-Cześć Kasiu. -mówi.
-Cześć Andrzeju.-odpowiadam, a Emilka powstrzymuje się od śmiechu z ogromnym trudem.
-To ja zostawię was samych.- mówi przyjaciółka i znika w tłumie.
-Czemu tak ciągle znikasz?- pyta środkowy.
-No nie wiem...
-Jak to nie wiesz? A tak przy okazji... ładna koszulka.- Wrona pokazuje zęby w uśmiechu.
-Dzieki. Andrzej... My nie możemy...
-Masz kogoś?-pyta.
-Nie, ale...
-Jesteś na mnie zła albo mnie nie lubisz?
-Nie, ale...
-Czyli nic nie stoi na przeszkodzie.
Andrzej pochyla się nade mną, i całuje mnie w usta a wokół błyskają flesze. Przerywam pocałunek, kręcę głową po czym trzymając się za ręce ruszamy aby znaleźć Emilkę.
Andrzej Wrona Kontuzjowany.
Przechodzę do artykułu, który brzmi tak:
''Siatkarze PGE Skry Bełchatów przybyli wczoraj na trening studentek z miejscowego uniwersytetu. Podczas meczu studentki grały w mieszanych składach z naszymi siatkarzami. W trakcie drugiego seta, jedna ze studentek niefortunnie wyskoczyła do bloku, i wpadła na Andrzeja Wrone. Pomogła mu zejść z boiska, wraz z Mariuszem Wlazłym. Prześwietlenie wykazało złamanie. Trening ten wykluczył Andrzeja z gry przynajmniej do końca sezonu. Jak widać, i na naszych siatkarzy szykowane są zamachy...! Ciekawsze jest jednak to, iż Andrzej Wrona dał jej swój numer. Kto wie co z tego wyniknie?Czy będziemy mieli kolejne siatkarskie wesele?''
Jasna cholera! Jestem już w gazecie?! Andrzej ma złamaną nogę...Czy ja muszę na wszystkich sprowadzać nieszczęście? Na pewno do niego nie zadzwonię. Po to żeby znowu wylądować w gazecie? Oni planują mi wesele, gdzie ja prawie chłopaka nie znam! Nie ma mowy, będę go unikać, zapomni o mnie i moje życie wróci do swojego starego nudnego rytmu. Spoglądam na telefon, ponieważ przyszedł sms od Emi, który brzmi tak:
''Dzisiaj moja droga idziemy na mecz Skry. Grają z KK mecz towarzyski. I nie przyjmuje odmów! Przy okazji pouczę cie trochę zasad gry.''
Miałam unikać Andrzeja, a założę się, że będzie siedział na trybunach. Ale z drugiej strony... Zobaczyłabym Marcina, spędziła czas z Emi, i wyrwała się z domu. Przecież na hali będzie mnóstwo ludzi! Na pewno na mnie nie zwróci uwagi! Czyli decyzja podjęta, idę. Podchodzę do blatu, wyrywam karteczkę z bloczku, i pisze na niej:
''Mamusiu,
Lece do szkoły, a potem razem z Emilką idziemy na mecz. Będę około 20 w domu, pa. A i nie będę odbierała telefonu bo na hali nic nie słychać.
Kasia''
Zakładam trampki, biorę torbę z blatu i wychodzę we wrześniowy ranek. Do szkoły mam jakiś kilometr, jednak po drodze zachodzę po Ziomka.Ach! Pewnie nie wiecie kim jest ziomek. Ziomek, to ksywka Emilki. Nabyła ją dlatego, że bardzo lubi Łukasza Żygadło. Pukam do drzwi, które otwiera jej mama.
-Cześć, ty pewnie jesteś Kasia?
-Dzień dobry, tak nazywam się Kasia.-Uśmiecham się szeroko.- Jest Emilia?
-Tak...właśnie...
Mama Emilki nie zdąża dokończyć, ponieważ przerywa jej córka.
-Nie żadna Emilia! JA JESTEM EMILKA. E MIL KA. Kumasz?- Zdenerwowana Emilia wychodzi zza mamy, a ja na widok jej miny wybucham śmiechem.- To nie jest śmieszne!
Po chwili, gdy już dochodzę do siebie odpowiadam jej:
-Wiem, po prostu zrobiłaś śmieszną minę. Będę pamiętać... Nie Emilia, tylko Emilka.
-To dobrze.- Emilka się szeroko uśmiecha, bierze mnie pod ramie i razem ruszamy w kierunku szkoły. Na holu musimy się rozstać, ja udaje się na Lingwistyke, a Emilia na zajęcia z medycyny. Jako, że Emi poszła na swoje zajęcia, nie mam z kim siedzieć, i dosiadam się do jakiegoś chłopaka odwróconego w drugą stronę, zajętego rozmową z niskim blondynem.
-Ekhm... Mogę tu usiąść?
Chłopak odkręca się na krześle, a mi opada szczena.
-Andrzej? Co ty tu robisz?!
-Czekam na wykład.- odpowiada Wrona, również zaskoczony moją obecnością.
-Czy ty przypadkiem już nie skończyłeś szkoły?
-Jedną tak. Powiedzmy, że postanowiłem wrócić do szkoły i ukończyć dziennikarstwo.
-Oh...Rozumiem. Przepraszam za nogę. Słyszałam, że jest złamana.
-Taaaak, ale to nic takiego. Zagoi się. Co cie nie zabije, to cie wzmocni. A poza tym dzięki temu poznałem ciebie.
-Wiesz...jeśli o to chodzi, to chyba nic między nami nie będzie. Nie znam cie, różnimy się, jestem pechowcem co ci się raczej nie przysłuży, a poza tym widziałeś dzisiejszą gazetę?
-Nie, a o co chodzi?
-O to.- Wyjmuje gazetę z torby, i rzucam mu ją na kolana.Andrzej otwiera ją, przegląda i trafia na odpowiedni artykuł. Czyta go, zamyka gazetę i spogląda mi w oczy.
-Nie przejmuj się tym.-mówi i się uśmiecha.
-Jak mam się nie przejmować? Ja cie nawet nie znam!
-Słuchaj...-Andrzej przerywa na chwile.
-Kasiu.- podpowiadam i marszczę brwi.
-Tak...Kasiu, wiedziałem!
-Jasne...-odpowiadam.-Widzisz?To bez sensu! Nawet nie znasz mojego imienia!- Wstaje, a Wrona się odzywa:
-Znam!
Spoglądam na niego,kręcę głową, i siadam dwa stoły dalej. Przez resztę zajęć mam głowę w chmurach, i nie słucham wykładowcy. Gdy rozbrzmiewa dzwonek, wszystko wrzucam do torby i wpadam na Wrone, który próbuje mnie zatrzymać. Ja jednak przechodzę pod jego ramieniem i wybiegam na korytarz, gdzie czeka na mnie podekscytowana Emi.
-Nie uwierzysz! Zgadnij kto chodzi do naszej szkoły!
-Wrona.- odpowiadam.
-Skąd wiesz?- pyta zawiedziona Emi, wyraźnie chciała się podzielić ze mną newsem.
-Chodzi ze mną do klasy.
-No to super! Bierz się za niego!
-Wiesz... nie mam na to ochoty. On nie zna nawet mojego imienia! To bez sensu. Postanowiłam, że będę go unikać.
-Oj przestań! Pozna cie.
-Nie, nie ma mowy! Nie gadajmy o tym proszę.
-Okej, skoro chcesz...
Reszta dnia minęła spokojnie. Ani razu nie trafiłam na Wrone. Przyszedł czas na siatkówkę. Razem z Emi szybko się przebrałyśmy. Emi w koszulkę z 16-stką na plecach, a ja z 17-stką. Wyszłyśmy na hale i zaczęłyśmy odbijać. Przyszedł trener, i szybko zrobiłyśmy rozgrzewkę. Po rozgrzewce, przyszedł czas na grę., tym razem moja drużyna wygrała 3:0. Gdy miałam razem z Ziomkiem iść do szatni zawoła mnie nauczyciel.
-Poczekam na ciebie.- odzywa się Emi.
-Dzięki.- uśmiecham się, i idę do magazynku gdzie za biurkiem siedzi trener.
-O co chodzi Panie trenerze?- pytam lekko zaniepokojona.
-Grałaś wcześniej w siatkówkę?-pyta trener.
-Tak, wczoraj.
-I to był twój pierwszy raz?- trener pyta zdziwiony.
-No tak...
-Niesamowite... Chciałem ci zaproponować grę w klubie na pozycji środkowej, ewentualnie atakującej. Co ty na to?
-Jaaa...Ale jak to?
-Grasz świetnie... Potrzebujemy świeżej krwi. Jeśli boisz się tego, że nikogo nie znasz to poprawie ci humor i powiem, że gra u nas Emilka.
-Dobrze...Zgadzam się.
Trener zrywa się z krzesła, i mnie przytula.
-Dziękuję.-Trener uśmiecha się szeroko.
-To kiedy pierwszy trening, co mam kupić,i gdzie mam się stawić? I właściwie jaki klub?
-PGE Skra Bełchatów, a konkretniej trzecia liga. Twój pierwszy trening odbędzie się jutro o 17:00 w Hali Energia. Nie licz na to ,że będziesz od razu grac w pierwszym składzie.
-Nawet o tym nie marze.-uśmiecham się szeroko.- To co mam kupić?
-Najlepiej pójdź z Emilką do galerii, ona ci doradzi jeśli o marki chodzi. Potrzebujesz dobrych butów, spodenek, koszulki, może dziwne, że to mówię ale skarpet, nakolanników, torby i dobrze by było gdybyś w niej miała, oprócz stroju stabilizatory, tejpy no i rzeczy bardziej prywatne. To by było na tyle, a teraz leć do Emilki.
-Dziękuję panu.-podbiegam do trenera i się do niego przytulam, po czym wbiegam do prawie pustej szatni.-Emi!
-O co chodzi?- pyta Emilka, i unosi prawą brew do góry.
-Gramy razem w 3 lidze! Trener poprosił mnie o dołączenie do teamu!- uśmiecham się szeroko i przytulam do Emi.
-Gratuluje! Gramy razem, jeeej jak super!- Emi daje mi buziaka w policzek.
Ubieram się w swoje ubrania, i zadaje Emi pytanie:
-Emi? Poszłabyś ze mną na zakupy przed meczem? Musze kupić kilka rzeczy skoro mam grac.
-Jasne! To co chodź. Masz przy sobie kasę?
-Tak wzięłam, aby mieć od razu na bilet, koszulkę i szalik.
-Okej, to lecimy!
Razem z Emi wyszłyśmy z hali, i udałyśmy się do autobusu. Skasowałyśmy bilety, i wysiadłyśmy przed samą galerią. Emi pociągnęła mnie za rękę, i weszłyśmy do sklepu.
-Dobra to od czego zaczynamy?-pyta Emi.
-Myślę, że od butów.
Razem z Emi podeszłyśmy do działu z butami.
-Polecam Asicsy.
Zaczęłyśmy wiec szukać Asicsów.
-Jaki rozmiar?-pyta Emi.
-Ekhm...42.
-O matko! Wielka stopa!- Emi uśmiecha się pokazując zęby.- Może te?- pokazuje niebieskie Asicsy.
Przymierzam je, wyskakuje do góry i z szerokim uśmiechem mówię:
-Są idealne!
Wkładam buty do koszyka, i udajemy się do półek z koszulkami i spodenkami.Szybko wybieram białą koszulkę i czerwone spodenki, i wrzucam je do koszyka.
-Jeszcze skarpety, nakolanniki,torba, tejpy i stabilizatory.-mówię.
-Tam są nakolanniki i skarpety.- Emi wskazuje palcem róg sklepu.
Podchodzimy do półki, a ja wybieram białe skarpety i białe nakolanniki. Po drodze wybieram jeszcze odpowiednie stabilizatory, kolorowe tejpy i czarną torbę.
-To co idziemy?- pyta Emi.
-Jasne.- podchodzimy do kasy, płace za zakupy i wychodzimy z Emi ze sklepu. Wsiadamy do autobusu, po czym razem z Emi udajemy się do mojego domu. Zostawiam zakupy u siebie w pokoju, i udajemy się do hali Energia. W kasie kupujemy dwa bilety, a potem udajemy się do sklepu kibica abym mogła kupić koszulkę i szalik. W kasie siedzi starsza pani.
-Dzień dobry!-odzywam się.
-Dzień dobry, co podać dziewczynki?
-Poproszę oryginalną koszulkę meczową, i szalik.
-Koszulka z jakim nazwiskiem?
-Niech Pani da Wojtka Włodarczyka, albo Karola Kłosa.-mówię.
-Nie ma ani jednego, ani drugiego.
-A kto jest?-pytam.
-Właściwie...Mamy tylko Wrone.
Emilia wybucha śmiechem, krztusi się gumą a ja spoglądam na nią złowrogo.
-W takim razie poproszę...
Oby mnie nie zobaczył Wrona...Bedzie: ''I co nie chcesz ze mną być?!''
Kobieta podaje mi koszulkę, i szalik a ja jej płace. Razem z Emi idziemy do łazienki, gdzie szybko zmieniamy koszulki. Razem z przyjaciółką wychodzimy z łazienki, i udajemy się na trybuny. Drużyny już się rozciągają. Udajemy się w stronę naszych miejsc, i okazuje się, że mamy je dwa rzędy za siedzącym tam Wroną.
-No nie...- jęczę.
-O co chodzi?- pyta Emi.
Spoglądam na nią, i palcem wskazuje tył głowy Andrzeja.
Emilka wybucha śmiechem, i mówi:
-Wy chyba jesteście sobie pisani.
-Nawet tak nie mów!- mówię przestraszona.
Trybuny się zapełniają, a zawodnicy kończą rozgrzewkę. Podstawowych 6 zawodników ZAKSY to: Witczak, Zagumny,Ferens, Ruciak, Wiśniewski oraz kuzyn- Możdżonek. Natomiast 6 podstawowymi zawodnikami Skry są: Wlazły, Uriarte, Antiga, Włodarczyk,Pliński i Kłos. Kontuzja Wrony odbiła się na dobrej grze zespołu. Pierwszy i drugi set łatwo urywamy Kędzierzynianom, jednak po przegraniu dwóch partii zespół z Kędzierzyna odradza się z popiołów. Mówi się, że ZAKSA jest mistrzem w odrabianiu punktów. Kilka mocnych ataków Boćka, oraz bloki Wiśni i kuzyna doprowadzają do tie-breaka. Tie-break od początku układa się niekorzystnie dla trójkolorowych. Najpierw dwa asy Wlazłego, potem blok Kłosa i Bełchatowianie doprowadzają do remisu. W pewnym momencie Bociek wpada na słupek, i osuwa się na boisko. Koledzy z drużyny znoszą go z boiska. Od tej pory Kędzierzynianom nie wychodzi żadna akcja. Mecz kończy Zagumny blokując w aut. Razem z Emi zrywamy się z krzeseł i podskakujemy z radości. W chwili gdy próbujemy wyjść z hali wpadam na kogoś. Spoglądam w górę, i ukazuje mi się twarz szeroko uśmiechniętego Wrony.
-Cześć Kasiu. -mówi.
-Cześć Andrzeju.-odpowiadam, a Emilka powstrzymuje się od śmiechu z ogromnym trudem.
-To ja zostawię was samych.- mówi przyjaciółka i znika w tłumie.
-Czemu tak ciągle znikasz?- pyta środkowy.
-No nie wiem...
-Jak to nie wiesz? A tak przy okazji... ładna koszulka.- Wrona pokazuje zęby w uśmiechu.
-Dzieki. Andrzej... My nie możemy...
-Masz kogoś?-pyta.
-Nie, ale...
-Jesteś na mnie zła albo mnie nie lubisz?
-Nie, ale...
-Czyli nic nie stoi na przeszkodzie.
Andrzej pochyla się nade mną, i całuje mnie w usta a wokół błyskają flesze. Przerywam pocałunek, kręcę głową po czym trzymając się za ręce ruszamy aby znaleźć Emilkę.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Rozdział I
Kasia
Biorę głęboki oddech, i kładę dłoń na klamce. No to zaraz zacznie się koszmar...Naciskam klamkę i wchodzę do głównego budynku uniwerka. Zalewa mnie potok nieznanych mi twarzy. Przeciskam się przez tłum, i z trudem wciskam się do sekretariatu. Spogląda na mnie, przyjemnie wyglądająca sekretarka.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?-Pyta, i czeka na odpowiedz.
-Dzień dobry.Jestem tu nowa...I chciałabym prosić o rozkład zajęć, oraz zaświadczenie o tym jakie zajęcia sportowe wybieram.
-Dobrze, powiedz jak się nazywasz i jakie studia wybrałaś.- mówi.
-Kasia Wierzbicka, właściwie wybrałam dwa kierunki... Dziennikarstwo, i fizjoterapia.
-Ach... Chyba cie mam... Pierwsza klasa?
-Tak.- posyłam jej wymuszony uśmiech, ponieważ z nerwów mam sciśnięty żołądek.
-Proszę, oto twój rozkład zajęć. W kopercie masz również zaświadczenie. Musisz wybrać jedne zajęcia, zaznaczyć je krzyżykiem oraz do jutrami je dostarczyć.-Sekretarka podaje mi kopertę i plan zajęć.
-Dziękuję Pani bardzo. A przepraszam, mam jedno głupie pytanie...- na mojej twarzy pojawia się rumieniec.
-O co chodzi?- pyta się sekretarka.
-Jak mam trafić do klas?
-To nie było głupie pytanie! Z tyłu, na planie zajęć masz mapkę szkoły.
-Jeszcze raz dziękuje! Do widzenia!
Zamykam drzwi od sekretariatu, siadam na krześle , spoglądam na zaświadczenie na którym widnieją:
*Taniec Irlandzki
*Basen
*Tenis
*Koszykówka
*Siatkówka
*Kolarstwo
*Gimnastyka Artystyczna
*Boks
*Taekwondo
*Piłka Ręczna
*Piłka Nożna
Co by tu wybrać...Taniec Irlandzki? Ania chętnie by na to poszła, ale nie ja! Mam dwie lewe nogi...Koszykówka, nie jest dla mnie. Wzrost mam idealny, ale tylko to. Kolarstwo? Gimnastyka Artystyczna? O nie! Na pewno nie Boks, oraz taekwondo. Nienawidzę przemocy...Piłka ręczna, i piłka nożna. Ostatni raz grałam w nie w podstawówce, i szczerze powiem,że jakoś mnie one nie przekonują. Dobra... zostają tenis i siatkówka. Jedyne co wiem o siatkówce, to to, że mój kuzyn Marcin w nią gra zawodowo, i jest...dobry. Czego dowodem jest gra w reprezentacji. A tenis...Grałam trochę w gimnazjum. Zamykam oczy, i odzywam się w nich do Boga. Panie pomóż mi wybrać, nie wiem co będzie dla mnie lepsze... Z kieszeni spodni wyciągam złotówkę. Jak wypadnie orzeł to wybieram siatkówkę, a jak reszka tenis. Podrzucam monetę do góry, i łapie ją w dłoń. Spoglądam na nią, i moim oczom ukazuje się srebrny orzełek. Czyli siatkówka... Zaznaczam ją krzyżykiem, i wracam do sekretariatu.
-Już wybrałam, proszę. -Podaje jej zaświadczenie.
-Dobrze, szybko wybrałaś! Stój będziesz miała szkolny, także nie musisz go przynosić.
-Jeszcze raz do widzenia!-mówię.
-Miłego dnia!- mówi sekretarka, a ja idę na pierwsze zajęcia. No to czas na psychologie! Wchodzę na trzecie piętro, gdzie czeka spora grupka osób. Dzwoni dzwonek, do sali wpuszcza nas profesor. Widze wolne miejsce koło długowłosej szatynki, piszącej coś zawzięcie w zeszycie Skry Bełchatów.
-Cześć...Mogę się dosiąść?-pytam a dziewczyna odrywa wzrok od zeszytu.
-Cześć, jestem Emilka. A ty?-pyta.
-Kasia.- uśmiecham się, i podaje jej dłoń. Dziewczyna uśmiecha się szeroko, i mocno ściska moją dłoń.
-Miło mi, siadaj śmiało.- Dziewczyna zabiera torbę z krzesła obok, robiąc mi miejsce.
Siadam, i wyciągam duży zeszyt A4 z torby.
Zajęcia się rozpoczynają, a nauczyciel mimo iż wygląda na starego wapniaka, wcale się tak nie zachowuje! Zajęcia prowadzi w sposób lekki, aż przyjemnie się go słucha. Odzywam się do Emilki:
-Pewnie mieszkasz tu od urodzenia... Jak tu jest? Co jest ciekawego?
-Tak, znam te miasto jak własną kieszeń. Miasto jest cudowne, a ludzie strasznie życzliwi. Jest niesamowita galeria handlowa, a poza tym to miasto żyje siatkówką.
-Może byś mnie kiedyś oprowadziła?- pytam.
-Jasne.-Emilka się uśmiecha, i zapisuje mi na kartce swój numer telefonu. Dzwon śmiało.
Dzień zleciał szybko, i okazało się, że Emilka chodzi ze mną na praktycznie wszystkie zajęcia.Siedziałyśmy razem w ławce. Nie było tak źle! Znalazłam kogoś, kto może mi pomóc w aklimatyzacji...
Następnego dnia
Przyszedł czas na siatkówkę. Szybko ubrałam pasujący na mnie strój, i weszłam na hale. Gdzie czekała reszta dziewczyn, w tym Emilka. Na hale wszedł również trener.
-Dzień dobry dziewczyny! To co zaczynamy? Ach! Mamy nową koleżankę. Kasia tak?
-Tak.- uśmiecham się lekko.
-Na jakiej pozycji grasz?
-Tak właściwie...to na żadnej.
-Okej to dzisiaj pograsz na środku i ataku. Bo na przyjecie, i libero ze swoim wzrostem się nie nadajesz. A poza tym... Mamy już doskonałą libero... Emilkę.- Tu trener uśmiecha się szeroko, i puszcza oczko Emilce, a ta się uśmiecha wyraźnie dumna.- Musicie jednak wiedzieć, że mamy dzisiaj gości. Bedą z wami trenowali siatkarze Skry Bełchatów.-W tej chwili na hale weszła grupa chłopaków. Każdy z nich uśmiechał się szeroko. Miedzy dziewczynami zaczynają rozbrzmiewać szepty. Moim oczom rzuca się jednak dwójka chłopaków. Ogromnych chłopaków. Jeden z nich jest farbowanym blondynem, a drugi szatynem z brodą. Oboje wygłupiali się, i szeptali do siebie na ucho. Moją uwagę bardziej zwrócił jednak szatyn. Pytam się stojącej obok Emi:
-Ej, Emi. Ten wysoki szatyn z brodą...Kto to jest?
-Andrzej Wrona, a ten obok Karol Kłos. A co podoba ci się?- Emi uśmiecha się złośliwie.
-Nie....no co ty!
Zaczęła się rozgrzewka, podczas której nie spuszczałam wzroku z Wrony. W pewnym momencie podniósł wzrok do góry, i zaczął mi się przyglądać. Szybko odwróciłam wzrok. Po rozgrzewce przyszedł czas na wybór drużyn. W mojej znaleźli się Wrona, Emilka, Wlazły, Conte oraz Klaudia. Szło nam dobrze, prowadziliśmy... Do czasu. W pewnym momencie podczas skakania do bloku zamyśliłam się, i wpadłam na Andrzeja. Wronka upadł na ziemie, i złapał się za nogę. Razem z Wlazłym pomogliśmy mu zejść z boiska. Andrzej nie może już grac, a ja straciłam serce do gry i usiadłam obok Andrzeja, który trzyma lód na kostce.
-Ja bardzo przepraszam...-zaczęłam, ale Wronka nie dał mi skończyć.
-Nic nie szkodzi, zdarza się. Jak się nazywasz?- pyta.
-Kasia.- odpowiadam.
-Miło mi. Co powiesz na to abyśmy się spotkali gdy będę mógł już chodzić?
-Jasne-odpowiadam i posyłam mu uśmiech.
Nasza drużyna przegrała mecz 3:2. Ale zostaliśmy poważnie osłabieni. Przeze mnie... Gdy zabrzmiał ostatni gwizdek Wrona nabazgrał mi długopisem swój numer telefonu, a ja wybiegam z hali.
Biorę głęboki oddech, i kładę dłoń na klamce. No to zaraz zacznie się koszmar...Naciskam klamkę i wchodzę do głównego budynku uniwerka. Zalewa mnie potok nieznanych mi twarzy. Przeciskam się przez tłum, i z trudem wciskam się do sekretariatu. Spogląda na mnie, przyjemnie wyglądająca sekretarka.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?-Pyta, i czeka na odpowiedz.
-Dzień dobry.Jestem tu nowa...I chciałabym prosić o rozkład zajęć, oraz zaświadczenie o tym jakie zajęcia sportowe wybieram.
-Dobrze, powiedz jak się nazywasz i jakie studia wybrałaś.- mówi.
-Kasia Wierzbicka, właściwie wybrałam dwa kierunki... Dziennikarstwo, i fizjoterapia.
-Ach... Chyba cie mam... Pierwsza klasa?
-Tak.- posyłam jej wymuszony uśmiech, ponieważ z nerwów mam sciśnięty żołądek.
-Proszę, oto twój rozkład zajęć. W kopercie masz również zaświadczenie. Musisz wybrać jedne zajęcia, zaznaczyć je krzyżykiem oraz do jutrami je dostarczyć.-Sekretarka podaje mi kopertę i plan zajęć.
-Dziękuję Pani bardzo. A przepraszam, mam jedno głupie pytanie...- na mojej twarzy pojawia się rumieniec.
-O co chodzi?- pyta się sekretarka.
-Jak mam trafić do klas?
-To nie było głupie pytanie! Z tyłu, na planie zajęć masz mapkę szkoły.
-Jeszcze raz dziękuje! Do widzenia!
Zamykam drzwi od sekretariatu, siadam na krześle , spoglądam na zaświadczenie na którym widnieją:
*Taniec Irlandzki
*Basen
*Tenis
*Koszykówka
*Siatkówka
*Kolarstwo
*Gimnastyka Artystyczna
*Boks
*Taekwondo
*Piłka Ręczna
*Piłka Nożna
Co by tu wybrać...Taniec Irlandzki? Ania chętnie by na to poszła, ale nie ja! Mam dwie lewe nogi...Koszykówka, nie jest dla mnie. Wzrost mam idealny, ale tylko to. Kolarstwo? Gimnastyka Artystyczna? O nie! Na pewno nie Boks, oraz taekwondo. Nienawidzę przemocy...Piłka ręczna, i piłka nożna. Ostatni raz grałam w nie w podstawówce, i szczerze powiem,że jakoś mnie one nie przekonują. Dobra... zostają tenis i siatkówka. Jedyne co wiem o siatkówce, to to, że mój kuzyn Marcin w nią gra zawodowo, i jest...dobry. Czego dowodem jest gra w reprezentacji. A tenis...Grałam trochę w gimnazjum. Zamykam oczy, i odzywam się w nich do Boga. Panie pomóż mi wybrać, nie wiem co będzie dla mnie lepsze... Z kieszeni spodni wyciągam złotówkę. Jak wypadnie orzeł to wybieram siatkówkę, a jak reszka tenis. Podrzucam monetę do góry, i łapie ją w dłoń. Spoglądam na nią, i moim oczom ukazuje się srebrny orzełek. Czyli siatkówka... Zaznaczam ją krzyżykiem, i wracam do sekretariatu.
-Już wybrałam, proszę. -Podaje jej zaświadczenie.
-Dobrze, szybko wybrałaś! Stój będziesz miała szkolny, także nie musisz go przynosić.
-Jeszcze raz do widzenia!-mówię.
-Miłego dnia!- mówi sekretarka, a ja idę na pierwsze zajęcia. No to czas na psychologie! Wchodzę na trzecie piętro, gdzie czeka spora grupka osób. Dzwoni dzwonek, do sali wpuszcza nas profesor. Widze wolne miejsce koło długowłosej szatynki, piszącej coś zawzięcie w zeszycie Skry Bełchatów.
-Cześć...Mogę się dosiąść?-pytam a dziewczyna odrywa wzrok od zeszytu.
-Cześć, jestem Emilka. A ty?-pyta.
-Kasia.- uśmiecham się, i podaje jej dłoń. Dziewczyna uśmiecha się szeroko, i mocno ściska moją dłoń.
-Miło mi, siadaj śmiało.- Dziewczyna zabiera torbę z krzesła obok, robiąc mi miejsce.
Siadam, i wyciągam duży zeszyt A4 z torby.
Zajęcia się rozpoczynają, a nauczyciel mimo iż wygląda na starego wapniaka, wcale się tak nie zachowuje! Zajęcia prowadzi w sposób lekki, aż przyjemnie się go słucha. Odzywam się do Emilki:
-Pewnie mieszkasz tu od urodzenia... Jak tu jest? Co jest ciekawego?
-Tak, znam te miasto jak własną kieszeń. Miasto jest cudowne, a ludzie strasznie życzliwi. Jest niesamowita galeria handlowa, a poza tym to miasto żyje siatkówką.
-Może byś mnie kiedyś oprowadziła?- pytam.
-Jasne.-Emilka się uśmiecha, i zapisuje mi na kartce swój numer telefonu. Dzwon śmiało.
Dzień zleciał szybko, i okazało się, że Emilka chodzi ze mną na praktycznie wszystkie zajęcia.Siedziałyśmy razem w ławce. Nie było tak źle! Znalazłam kogoś, kto może mi pomóc w aklimatyzacji...
Następnego dnia
Przyszedł czas na siatkówkę. Szybko ubrałam pasujący na mnie strój, i weszłam na hale. Gdzie czekała reszta dziewczyn, w tym Emilka. Na hale wszedł również trener.
-Dzień dobry dziewczyny! To co zaczynamy? Ach! Mamy nową koleżankę. Kasia tak?
-Tak.- uśmiecham się lekko.
-Na jakiej pozycji grasz?
-Tak właściwie...to na żadnej.
-Okej to dzisiaj pograsz na środku i ataku. Bo na przyjecie, i libero ze swoim wzrostem się nie nadajesz. A poza tym... Mamy już doskonałą libero... Emilkę.- Tu trener uśmiecha się szeroko, i puszcza oczko Emilce, a ta się uśmiecha wyraźnie dumna.- Musicie jednak wiedzieć, że mamy dzisiaj gości. Bedą z wami trenowali siatkarze Skry Bełchatów.-W tej chwili na hale weszła grupa chłopaków. Każdy z nich uśmiechał się szeroko. Miedzy dziewczynami zaczynają rozbrzmiewać szepty. Moim oczom rzuca się jednak dwójka chłopaków. Ogromnych chłopaków. Jeden z nich jest farbowanym blondynem, a drugi szatynem z brodą. Oboje wygłupiali się, i szeptali do siebie na ucho. Moją uwagę bardziej zwrócił jednak szatyn. Pytam się stojącej obok Emi:
-Ej, Emi. Ten wysoki szatyn z brodą...Kto to jest?
-Andrzej Wrona, a ten obok Karol Kłos. A co podoba ci się?- Emi uśmiecha się złośliwie.
-Nie....no co ty!
Zaczęła się rozgrzewka, podczas której nie spuszczałam wzroku z Wrony. W pewnym momencie podniósł wzrok do góry, i zaczął mi się przyglądać. Szybko odwróciłam wzrok. Po rozgrzewce przyszedł czas na wybór drużyn. W mojej znaleźli się Wrona, Emilka, Wlazły, Conte oraz Klaudia. Szło nam dobrze, prowadziliśmy... Do czasu. W pewnym momencie podczas skakania do bloku zamyśliłam się, i wpadłam na Andrzeja. Wronka upadł na ziemie, i złapał się za nogę. Razem z Wlazłym pomogliśmy mu zejść z boiska. Andrzej nie może już grac, a ja straciłam serce do gry i usiadłam obok Andrzeja, który trzyma lód na kostce.
-Ja bardzo przepraszam...-zaczęłam, ale Wronka nie dał mi skończyć.
-Nic nie szkodzi, zdarza się. Jak się nazywasz?- pyta.
-Kasia.- odpowiadam.
-Miło mi. Co powiesz na to abyśmy się spotkali gdy będę mógł już chodzić?
-Jasne-odpowiadam i posyłam mu uśmiech.
Nasza drużyna przegrała mecz 3:2. Ale zostaliśmy poważnie osłabieni. Przeze mnie... Gdy zabrzmiał ostatni gwizdek Wrona nabazgrał mi długopisem swój numer telefonu, a ja wybiegam z hali.
Prolog
Praktycznie całe swoje życie spędziłam w małej wiosce nieopodal Olsztyna. Wraz z mamą,tatą, bratem oraz dwoma siostrami mieszkaliśmy w małym domku jednorodzinnym.
Pewnego dnia dwa miesiące temu wszystko się zmieniło, moje życie dotąd poukładane legło w gruzach. O 10:30 do drzwi zapukało dwóch policjantów, którzy przynieśli nam straszną wiadomość. Mój tato wraz z najlepszym przyjacielem wracając z pracy wzięli udział w wypadku samochodowym. Wyjechała im na czołówkę ciężarówka, która zmiażdżyła samochód taty. Oboje zginęli na miejscu, a kierowca ciężarówki miał zaledwie rozbite czoło, i kilka zadrapań na ramionach.
Moja mama się załamała, nie umiała się pozbierać. Nie potrafiła normalnie żyć w naszym domu, ponieważ wszystko przypominało jej tatę, wiec postanowiła wyprowadzić się jak najdalej. Musiałam porzucić wszystko, co do tej pory znałam... Przyjaciół, chłopaka, jazdę konną, która jest moją pasją do tej pory oraz staż w Gazecie Olsztyńskiej. Siostra wraz z braćmi zostali na mazurach, a ja musiałam się wyprowadzić. Wcale nie było mi to na rękę...Krzyczałam, kłóciłam się jednak nic to nie dało. Tydzień później siedziałam w samochodzie, i machałam ze łzami w oczach rodzeństwu, oraz przyjaciołom.
Trafiłyśmy do Bełchatowa, gdzie nie miałam nikogo oprócz mamy. Wszystko było takie nieznane... Na miasto wychodziłam...rzadko. Nie miałam na to ochoty, no bo z kim miałabym wyjść?! Z Anią rozmawiałam przez skype, dzięki temu nie zwariowałam do końca. Miejscem, które dawało mi spokój był park. Siadałam tam pod drzewem, zamykałam oczy i wędrowałam w myślach ku zielonym lasom, jeziorom oraz obszernym polanom. W Bełchatowie nie miałam możliwości jeździć konno, a przecież jazdę mam we krwi!Dziadkowie, wujek oraz tata mieli obszerne stajnie. Odebrano mi to w tak brutalny sposób!Zabrano mi część taty, tą część która mi pozostała. To na mazurach zostało moje serce...Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało...Teraz zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo się myliłam.
Pewnego dnia dwa miesiące temu wszystko się zmieniło, moje życie dotąd poukładane legło w gruzach. O 10:30 do drzwi zapukało dwóch policjantów, którzy przynieśli nam straszną wiadomość. Mój tato wraz z najlepszym przyjacielem wracając z pracy wzięli udział w wypadku samochodowym. Wyjechała im na czołówkę ciężarówka, która zmiażdżyła samochód taty. Oboje zginęli na miejscu, a kierowca ciężarówki miał zaledwie rozbite czoło, i kilka zadrapań na ramionach.
Moja mama się załamała, nie umiała się pozbierać. Nie potrafiła normalnie żyć w naszym domu, ponieważ wszystko przypominało jej tatę, wiec postanowiła wyprowadzić się jak najdalej. Musiałam porzucić wszystko, co do tej pory znałam... Przyjaciół, chłopaka, jazdę konną, która jest moją pasją do tej pory oraz staż w Gazecie Olsztyńskiej. Siostra wraz z braćmi zostali na mazurach, a ja musiałam się wyprowadzić. Wcale nie było mi to na rękę...Krzyczałam, kłóciłam się jednak nic to nie dało. Tydzień później siedziałam w samochodzie, i machałam ze łzami w oczach rodzeństwu, oraz przyjaciołom.
Trafiłyśmy do Bełchatowa, gdzie nie miałam nikogo oprócz mamy. Wszystko było takie nieznane... Na miasto wychodziłam...rzadko. Nie miałam na to ochoty, no bo z kim miałabym wyjść?! Z Anią rozmawiałam przez skype, dzięki temu nie zwariowałam do końca. Miejscem, które dawało mi spokój był park. Siadałam tam pod drzewem, zamykałam oczy i wędrowałam w myślach ku zielonym lasom, jeziorom oraz obszernym polanom. W Bełchatowie nie miałam możliwości jeździć konno, a przecież jazdę mam we krwi!Dziadkowie, wujek oraz tata mieli obszerne stajnie. Odebrano mi to w tak brutalny sposób!Zabrano mi część taty, tą część która mi pozostała. To na mazurach zostało moje serce...Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało...Teraz zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo się myliłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)