Dwie godziny wcześniej
Emilka
Zmęczona rzucam klucze na stolik i opadam na kanapę. Nogi podciągam pod brodę i oddaje się myślom, które nie są moimi przyjaciółmi. Kontuzja Kaśki wyglądała na tyle poważnie, że może ją wykluczyć z gry na dłużej.To ją może dobić, ją i naszą drużynę zresztą też. Do tego czeka mnie jeszcze dzisiejszy turniej...Na pewno może to być coś ciekawego, coś czego nigdy nie robiłam, ale z drugiej strony mam dzisiaj parszywy humor, i może być mi ciężko uśmiechać się do tych wszystkich dzieci. Dobrze, że Kaśka ma Wrone. Wyglądają razem na takich szczęśliwych... Zresztą to tak jak ja z Włodim. Ciekawe czy mogłabym do niego pojechać, pogadać czy nawet po prostu przytulić. Wyciągam telefon z kieszeni, spoglądam na wyświetlacz, wybieram numer Wojtka i przykładam telefon do ucha. Po kilku sygnałach słyszę głos przyjmującego.
-Emilka?
-Wojtek. Ja...Masz może czas?- Pytam cicho.
-Coś się stało miśka? W tej chwili jestem wolny.
-Mogłabym do ciebie przyjechać...? Musze z kimś pogadać, bo zwariuje.
-Jasne, wpadaj. Nie pukaj, tylko od razu wchodź.
-Dziękuję...-mówię cicho. -Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- Odpowiada Włodi i się rozłącza.
Droga do mieszkania Włodarczyka zajmuje mi 15 minut. Wchodzę po schodach na samą górę i cicho wchodzę do mieszkania przyjmującego. Z salonu dochodzi dźwięk muzyki. Udaje się w tamtą stronę i dostrzegam Wojtka siedzącego na kanapie. Słysząc moje kroki, odwraca się w moją stronę i uśmiecha szeroko.
-Kochanie!- Mówi wesoło, zrywa się z kanapy i daje mi buziaka.
-Hej...-mówię słabo.
Mina Włodarczyka zmienia się błyskawicznie z wesołej, na poważną.
-Chodź, usiądziemy. Co jest?- Dodaje gdy usadawiamy się wygodnie na kanapie. Z telewizora leci muzyka nadawana przez MTV.
-Wiesz...-Wzdycham ciężko i opowiadam mu o felernym treningu Kaśki. Gdy kończę opowieść, do oczu cisną mi się łzy.
-Skarbie...Wierzbicka z tego wyjdzie bez problemu. Jest silna, tak jak moja dziewczyna.- Włodarczyk przytula mnie lekko, a ja opieram głowę na jego piersi.
-Kocham cie.- Mówię.- Ale alej mnie nie uspokoiłeś. Ta kontuzja wyglądała bardzo poważnie. To wykończy ją, i naszą drużynę. Świetna z niej środkowa, a w naszym klubie na tej pozycji mamy braki. Do tego zbliżają się ważne mecze, i nabór do Reprezentacji Juniorek. Wiem, że chciała spróbować pokazać na co ją stać. A w tym stanie...
W telewizji zaczyna lecieć ''Can you feel the love tonight'' Eltona Johna.
-Zobaczysz...wszystko będzie dobrze. Zostanę tu z tobą, mamy cały dzień dla siebie. Miałem iść z chłopakami na koncert Justina Timberlake'a, ale już do nich napisałem, że to nie wypali i oddali bilet jakiejś fance.
''There's a calm surrender, to the rush of day''
Wiem, że to co teraz powiem nie spodoba się Wojtkowi. Biorę głęboki oddech i mówię spokojnie:
-Wojtek...Nic z tego.
-Jak to nic z tego?- Pyta zdziwiony Wojtek.
''It's enough for this restless warrior, just to be with you''
-Mój klub organizuje dzisiaj turniej oraz naukę gry w siatkę, już dawno zgłosiłam się na ochotnika. Będę ''trenerką'' i zawodniczką.Nie będzie mnie cały dzień, wrócę wieczorem...Zawsze chciałam to robić. Przykro mi...- Spoglądam ze smutkiem w pełne złości oczy Włodiego.
''And can you feel the love tonight?''
-Co ty pieprzysz?- Wojtek pyta z niedowierzaniem.
-Nie będzie mnie. Idę na treningi z dziećmi. Przykro mi.- Mówię ze smutkiem. Naprawdę wolałabym z nim zostać.-Chciałabym z tobą zostać...
-Powinnaś była to ze mną ustalić! Przez ciebie straciłem koncert, będę siedział sam w domu, a ty będziesz się świetnie bawić! Po prostu super!
''And can you feel the love tonight? How it's laid to rest.''
-A ty mi do cholery powiedziałeś, że idziesz na koncert? Może ja bym chętnie poszła z tobą?!
-I teraz to ja wychodzę na tego złego tak?- Wojtek krzyżuje ramiona na piersi.
-Nie! Ale zastanów się co do mnie mówisz Włodarczyk!
-Włodarczyk? Już nie skarbie? No tak... Towarzystwo dzieci jest dużo lepsze od towarzystwa twojego chłopaka!
''There's a rhyme and reason, to the wild outdoors.''
-O czym ty mówisz...Wojtek... Dobrze wiesz, że...- Próbuje dokończyć, lecz Wojtek nie daje mi szansy.
-A może ty kogoś masz, co? Niby idziesz na trening z dziećmi, a spotykasz się z jakimś facetem, co?
-O co ty mnie osądzasz?- Grunt usuwa mi się spod stóp.
''And can you feel the love tonight? It is where we are.''
-Dobrze wiesz o co... Ja ci już nie wystarczałem, nie?
-Do cholery... Nie zdradzam cie palancie, ale mam cie już dość! Nie masz prawa mnie w tak bezczelny sposób osądzać. Nie masz prawa.Rozumiesz to?!
''It's enough for this wide-eyed wanderer, that we got this far.''
-I tak nic do ciebie nie czułem. Myślałem, że to przyjdzie z czasem. Zrywam z tobą.- Wojtek wbija mi sztylet w serce.
Z płaczem wybiegam z mieszkania tego palanta, i zbiegam po schodach. Jak on mógł?! Ja go tak kochałam... Biegnę przez blokowisko, wpadając po drodze na starszą kobietę, która krzyczy za mną:
-Uważaj jak biegniesz!
Ja jednak nic sobie z tego nie robiąc nie rozglądając się przebiegam przez pasy.
Ból...
Ciemność...
Strach...
Czuje ból w całym ciele... Pogruchotane kości, sprawiają ból nie do zniesienia. Ostatkiem sił walczę z wszechobecną ciemnością. Ta jednak mnie pochłania coraz bardziej...
-...pani...jest?Niech...coś...Budzić.
Docierają do mnie tylko pojedyncze słowa. Ból sprawia, że tracę resztki świadomości i powoli tracę przytomność. Ostatnią rzeczą jaką czuje jest silne uciskanie klatki piersiowej. To pewnie ten ktoś, próbuje mnie uratować, ale ja wiem, że to nic nie da. że to już koniec.
Jak wam się podoba rozdział? Jak uczucia po pierwszym dniu szkoły? :D W mojej klasie pojawiły się nowe twarze. Komentujcie proszę! :) Jak myślicie? Co się dalej stanie? Emilka przeżyje? Jakie będą wyniki Kaśki? Czy Włodi i Emi będą razem? Kasia się pozbiera, po odniesieniu kontuzji? Piszcie! :D
poniedziałek, 1 września 2014
piątek, 29 sierpnia 2014
Liebster Award
Dziękuję za nominacje tobie droga Emilko ( http://szkrzatek.blogspot.com ), to naprawdę wspaniałe, że doceniłaś moją prace! Jest to naprawdę coś cudownego, i bardzo chętnie nominuje kolejne blogi do tej świetnej zabawy oraz odpowiem na postawione przez ciebie pytania Tutaj macie pytania oraz postawione na nie odpowiedzi
1. Jaki jest Twój ulubiony klub siatkarski ?Na pierwszym miejscu w moim serduchu znajduje się ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, jednak PGE Skrę Bełchatów, również darze ciepłymi uczuciami. To właśnie te dwa kluby się dla mnie liczą.
2. Trenujesz siatkówkę ?
1. Jaki jest Twój ulubiony klub siatkarski ?Na pierwszym miejscu w moim serduchu znajduje się ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, jednak PGE Skrę Bełchatów, również darze ciepłymi uczuciami. To właśnie te dwa kluby się dla mnie liczą.
2. Trenujesz siatkówkę ?
Z treningami jest u mnie naprawdę ciężko (brak, daleko), ale u mnie na w-fie siatkówka jest prawie cały czas i za to błogosławie moją nauczycielkę
3. Jaki inny sport oprócz siatkówki cię interesuje ?
Uwielbiam skoki narciarskie, jako mała dziewczynka darłam się do telewizora z pomalowaną twarzą i gorąco kibicowałam Adamowi Małyszowi Poza tym jeździectwo, też jest fajną dyscypliną (kocham konie)
Uwielbiam skoki narciarskie, jako mała dziewczynka darłam się do telewizora z pomalowaną twarzą i gorąco kibicowałam Adamowi Małyszowi Poza tym jeździectwo, też jest fajną dyscypliną (kocham konie)
4. Twój ulubiony rozgrywający to... ?Tutaj typowałabym trzech zawodników: Pawła Zagumnego, Łukasza Żygadło oraz Nicolasa Uriarte
5. Byłaś na jakimś meczu na żywo ? Jak tak to jakim ?
Niestety nie miałam takiej możliwości...
Niestety nie miałam takiej możliwości...
6. Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga ?
Namówiła mnie taka jedna Emilka, A poza tym uwielbiam tworzyć
Namówiła mnie taka jedna Emilka, A poza tym uwielbiam tworzyć
7. Ile masz lat ?W Maju skończyłam 17 lat, wiem starucha ze mnie
8. Jaki masz rozmiar buta ?Na prawdę chcecie to wiedzieć? xD Mój rozmiar buta to 42... ;( Wiecie jak ciężko jest dziewczynie kupić tak duże buty? Za to mogę nieźle dokopać
9. Jacy/jaki są/jest twoi/twój ulubieni/ulubiony siatkarze/siatkarz..?Moim ulubieńcem jest Marcin Możdżonek, jednak bardzo lubię także Krzyśka Ignaczaka,Pawła Zagumnego, Michała Kubiaka,Nicolasa Uriarte, Łukasza Żygadło, Mariusza Wlazłego, Arka Gołasia oraz Wojtka Włodarczyka.
10. Czy wywieszasz flagę Polski na czas trwania MŚ ?
Jeśli przyjdzie paczka z flagą w środku Jeśli nie, to na pewno wywieszę coś na oknie
Jeśli przyjdzie paczka z flagą w środku Jeśli nie, to na pewno wywieszę coś na oknie
11. Masz Cyfrowy Polsat ? Dzięki moim rodzicom tak xD Nie mogę jechać na żadem mecz, więc chociaż w tv obejrzę sobie mecze...!
Oto blogi, które nominuje:
1. http://stan-wyprostowany-nawet.blogspot.com
2. http://moni2824-siatkarskie-szczescie.blogspot.com
3. http://juz-wiem-dokad-zmierzam.blogspot.com
Pytania na, które macie odpowiedzieć:1. Twój ulubiony klub siatkarski, to?
2. Twój rozmiar buta, to?
3. Trenujesz siatkówkę?
4. Hobby poza siatkówką?
5. Twój/oi ulubiony/eni siatkarz/e, to?
6. Odkąd interesujesz się siatkówką?
7. Twój ulubiony trener to?
8. Ile masz lat?
9. Co jest powodem tego, że piszesz?
10. Jakim reprezentacjom kibicujesz?
11. Czy masz kogoś z kim możesz pogadać o siatkówce?
2. Twój rozmiar buta, to?
3. Trenujesz siatkówkę?
4. Hobby poza siatkówką?
5. Twój/oi ulubiony/eni siatkarz/e, to?
6. Odkąd interesujesz się siatkówką?
7. Twój ulubiony trener to?
8. Ile masz lat?
9. Co jest powodem tego, że piszesz?
10. Jakim reprezentacjom kibicujesz?
11. Czy masz kogoś z kim możesz pogadać o siatkówce?
To tyle, i jeszcze raz wielkie dzięki za nominacje!
niedziela, 17 sierpnia 2014
Rozdział XI
Trzy miesiące później
Kasia
Zaczynamy trening. Na początek standardowe 20 kółek wokół hali, rozgrzewka i wybieranie drużyn. Dzisiaj mam ten komfort, że to ja i Agata wybieramy drużyny. Do mojej trafiają Monika, Anka, Aśka, Justyna i Paula. W drużynie Agaty natomiast są Emi,Ewelina,Sandra, Daria oraz Klaudia. Tych ostatnich można się obawiać, tak samo jak pani Kapitan czy Emilki, mocny skład . Mecz trwa w najlepsze, a moja drużyna przegrywa w ostatnim secie 14:13. Zagrywka Agaty, obrona Moniki i felerne rozegranie do mnie przez Ankę, która rozgrywa wprost na słupek. Wyskakuje do góry, atakuje i całym ciężarem ciała ląduje na lewej nodze, która nienaturalne wygina się w kolanie. Ląduje na parkiecie i zwijam się z potwornego bólu, do oczu napływają mi łzy. Do bólu nogi dołącza ogromny ból podbrzusza. Wokół mnie zbiera się cała drużyna wraz z trenerem, który pyta poważnie zmartwiony:
-Dasz rade wstać?
Kręcę głową i dodaje zwracając się do Emilki:
-Emi weź z torby mój telefon i zadzwoń po Andrzeja aby tu przyjechał. Autem.Wyjaśnij mu wszystko.
Emilka kiwa głową i wbiega do szatni.
-Dziewczyny przenieśmy ją na bok.- mówi trener.
Tworzą żywe nosze i znoszą mnie na bok.
-Na dzisiaj koniec... Możecie się przebrać.-Dodaje po chwili.
Dziewczyny spoglądając na mnie ze współczuciem wchodzą do szatni. Po chwili wynurza się z niej przyjaciółka.
-Wronka będzie za 10 minut.-mówi.
-To dobrze.-mówię i zasłaniam twarz rękoma.
-Możesz ruszyć nogą?- Trener zadaje kolejne pytanie.
Próbuje, i moją nogę przeszywa fala potężnego bólu. Ze łzami w oczach kręcę przecząco głową.
-Spuchnięte...- Mówi Emi oglądając kolano.
-Skocz po lód.-Trener wydaje polecenie Emilce. Ta szybko wykonuje polecenie i po chwili przykłada go do obolałego kolana.Przynosi to sporą ulgę. Spoglądam na nią i mówię:
-Nie musisz tutaj być...
-Ale chce. Poczekam tu, dopóki nie przyjedzie Andrzej po to aby cie zawieść do szpitala.
-Dziękuję...- Szepce, a do moich oczu napływają łzy wzruszenia.
-W końcu jesteśmy przyjaciółkami, nie?- Mówi i mruga szybko aby pozbyć się napływających do oczu łez.
Zamykam oczy i myślę o wszystkim, tylko nie o kolanie. Jakiś czas później (wydaje mi się, że są to lata) słyszę dźwięk otwieranych drzwi i szybkie kroki. Otwieram oczy, Andrzej.
-Co się stało?- słychać wyraźny niepokój w jego głosie.
-Mały upadek.-wykrzywiam usta w uśmiechu.
Trener podaje rękę Andrzejowi, i od razu przechodzi do rzeczy.
-Upadła, i to w bardzo niepokojący sposób. Prawdopodobnie jest to uraz kolana. Poważny na tyle, że ma problem z podniesieniem się. Możesz ją zawieźć do szpitala?
-Oczywiście.- Odpowiada Wrona i kiwa głową.
Wraz z trenerem pomagają mi wstać. Obejmuje ramieniem Andrzeja i ruszamy w kierunku drzwi, przy których Emi podaje mi torbę. Dziękuję jej i wychodzę z ukochanym na chłodny Styczniowy mróz. Chłopak pomaga mi ubrać kurtkę. Spodenek nie zmieniam, ponieważ byłoby to zbyt bolesne. Szybko docieramy do auta, wsiadam do niego z pomocą Andrzeja. W aucie jest strasznie nie wygodnie ze względu na nogę. Do szpitala miejskiego im. Jana Pawła II docieramy po 20 minutach. Na miejscu Andrzej tłumaczy recepcjonistce powagę sytuacji, ta kiwa głową i dzwoni do gabinetu chirurga. Ten przyjmuje nas po kwadransie. Do gabinetu lekarskiego wchodzę razem z ukochanym. Za biurkiem siedzi starszy mężczyzna, witając nas z uśmiechem.
-Połóż się proszę.- mówi wskazując dłonią na kozetkę.
Wykonuje polecenie, a lekarz przechodzi do oglądania kolana. Gdy karze mi wstać, z milczeniem nie wytrzymuje i pytam nerwowo:
-Co mi jest?
Spogląda na mnie znad okularów i odpowiada fachowo:
-Aby potwierdzić moje przypuszczenia musimy wykonać RTG oraz USG.
-Jakie przypuszczenia?- pyta środkowy.
Lekarz ignoruje pytanie, wypisuje coś na karteczce, którą po chwili mi podaje i odzywa się cicho.
-Z tą karteczką udajcie się do sali 25, na miejscu podajcie tą karteczkę recepcjonistce. Wyniki bez opisu będą od razu, zabierzcie je i przyjdźcie tutaj.
Dwa kwadransy później stoimy pod gabinetem chirurga. Kilka chwil później lekarz woła nas do środka. Na miejscu, nic nie mówiąc wyciąga rękę po wyniki. Oglądając je kiwa lekko głową.
-Tak myślałem.- Spogląda na mnie.- Szkoda, że się nie pomyliłem.
-O co chodzi?- pytam.
-Skręciła pani staw kolanowy. Niestety jest to skręcenie III stopnia, należy ono do najcięższych.-Chirurg spogląda na zdjęcie i po chwili kontynuuje.-Ma pani uszkodzoną łękotkę oraz zerwane więzadło.
-Nie brzmi to optymistycznie.- Wykrzywiam usta.
-Bo takie nie jest... Wyląduje pani w szpitalu, gdzie czeka panią artroskopia. Przy okazji zrobimy inne wyniki aby sprawdzić czy wszystko inne jest w najlepszym porządku. Po artroskopii czeka panią rehabilitacja.
-Kiedy będę mogła wrócić do treningów? Za miesiąc mam ważne mecze. Będę rozpatrywana przy naborze do Reprezentacji Polski Juniorek w Siatkówce na przyszły rok. Musze trzymać formę...
-Obawiam się, że to nie możliwe. Może za dwa miesiące będzie mogła pani zdjąć usztywnienie.
-Nie rozumiem...- mówię zdezorientowana.
-Treningi będzie mogła pani wznowić jeśli dobrze pójdzie za 300 dni. Jeśli pójdzie źle za jakieś 360. Przykro mi, ale musi pani pamiętać o tym, że zbyt wczesny powrót do treningów oraz niedokończony proces leczenia grożą poważnymi konsekwencjami leczonymi tylko i wyłącznie zabiegami chirurgicznymi wiążącymi się z długotrwałą przerwą od sportu. Dlatego niech kieruje się pani maksymą: ''Wyleczyć, a nie zaleczyć''.
-Jak to... Rok? Rok?! Za rok to ja mogę się pożegnać z jakimikolwiek szansami! To całe moje życie...- Dodaje z łzami w oczach.
-Będzie miała pani jeszcze nie jedną szanse...
-Doktor ma racje... Teraz przede wszystkim musisz wrócić do zdrowia.- Mówi Andrzej.
-Odkąd odkryłam ten sport, stał się on moim życiem. Ja nie mogę nie grać...-Spoglądam w oczy lekarzowi, błagając Boga o to aby ten mnie zrozumiał.
-Rozumiem, ale jeśli chce pani jeszcze wrócić do gry to trzeba to wyleczyć. Nie ma innej opcji.
Zamykam oczy, trę ręką po czole i dochodzę do wniosku, że lekarz może mieć racje.
-Dobrze... Jeśli poddam się leczeniu, to czy mam szanse wrócić do sportu?-pytam.
-Oczywiście, ale musisz liczyć się z tym, że kontuzja może się odnawiać.
Kiwam głową, i krzywię się lekko. Tak myślałam.
-Obawiam się, że będzie musiała pani zakupić kule.-Lekarz spogląda mi w oczy.
Spoglądam na Andrzeja, i z uśmiechem pytam:
-Andrzej masz jeszcze te swoje kule?
-Jasne, że mam.- Chłopak uśmiecha się szeroko.
Lekarz pociera ręką o rękę, i mówi zadowolony:
-Doskonale! Za chwile przygotujemy pani sale. Czy mógłby pan przywieźć swojej siostrze to co trzeba do szpitala?
Oboje z Andrzejem wybuchamy śmiechem.
-Oczywiście, ale to moja dziewczyna.- Andrzej chwyta mnie za dłoń.
-Och...Przepraszam. Wyglądacie na rodzeństwo.
-Nic nie szkodzi.-Odpowiadam za nas oboje.
-Dobrze to ja już pojadę.-Mówi Andrzej i wychodzi z gabinetu.
Po wyjściu Andrzeja z gabinetu, chirurg przechodzi do tłumaczenia tego co dalej.
-Dobrze...Najpierw czeka na panią Artroskopia, oraz badania sprawdzające czy wszystko w pani organizmie jest okej. Musimy to wiedzieć. Następnie po otrzymaniu wyników, jeśli wszystko będzie w porządku założymy pani stabilizator i przejdziemy do rehabilitacji. Tak na przyszłość, polecam zakładanie stabilizatorów.
Kiwam głową po to, aby pokazać, że wszystko zrozumiałam.
Dwie godziny później
Kładę się na niewygodne łóżko szpitalne i leże wpatrzona w sufit. Właśnie wróciłam z badan, które pochłonęły resztkę moich sił. Zmęczona zamykam oczy i w momencie gdy już prawie znajduje się w objęciach morfeusza słyszę głos mamy.
-Córciu! Jak się czujesz?!
Z krzywą miną otwieram oczy, opieram się o ścianę i odpowiadam skwaszonym tonem:
-Myślisz, że jak mogę się czuć ze skręconym stawem kolanowym?
-Zobaczysz! Wszystko się ułoży! Jest dobrze.- odpowiada mama optymistycznym tonem.
-Nie jest dobrze!- Podnoszę głos.- Jestem wykluczona z gry! Na rok. Rozumiesz? Rok! Wszystko co kocham musi poczekać rok!
-Córciu...-mówi mama niepewnym głosem.
-Daj spokój.- Kręcę głową.- Nie chce mi się rozmawiać. Wyjdź proszę.
Mama niepewnie zostawia reklamówkę na szpitalnej szafeczce, i wychodząc z sali zamyka za sobą drzwi. Zasłaniam twarz rękoma i zaczynam płakać. Ona nigdy tego nie zrozumie... Najpierw straciłam tatę, konie i rodzeństwo...Teraz straciłam jeszcze siatkówkę.
Rozlega się pukanie do drzwi oraz dochodzący zza nich głos Andrzeja:
-Kasieńko? Wszystko dobrze? Mogę wejść?
-Daj mi spokój...Proszę. Musze zostać sama. Ale jak możesz zadzwoń do Emilki, i poproś o przyjazd tutaj.
-Jasne...- Odpowiada cicho Andrzej.
Andrzej
W głosie Kasiu czuć załamanie. Wiem co to znaczy odnieść kontuzje, ale aż takiej nigdy nie odniosłem...Postanawiam dać jej trochę spokoju, dać jej chwile do przemyśleń. Wykonam jej prośbę, i zadzwonię do Emilki. Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer dziewczyny.
Przerywany sygnał...Dziwne.
Dzwonie jeszcze raz, i znowu to samo. Pip...Pip...
W momencie gdy wybieram numer libero po raz trzeci dzwoni do mnie Włodi. Odbieram.
-Halo? Cześć Wojtek. Co jest?
-Emilka...Ja...-W słuchawce słychać płacz i dźwięk sygnału karetki.
Zaniepokojony pytam jeszcze raz:
-Stary co jest? Coś ci się stało?!
Chwilowa cisza, i znowu rozlega się głos przyjaciela w słuchawce.
-Mi nie...
-To komu?- Moje ciało przeszywa mróz. Boje się odpowiedzi na to pytanie.
-Emilce...Potrącił ją samochód. To moja wina...
Czuje, że robi mi się słabo. Telefon wypada mi z dłoni.
Jak wam się podoba nowy rozdział? :D Przepraszam za przerwę, ale przez mój dom przewinęło się pół rodziny xD Komentujcie :)
Kasia
Zaczynamy trening. Na początek standardowe 20 kółek wokół hali, rozgrzewka i wybieranie drużyn. Dzisiaj mam ten komfort, że to ja i Agata wybieramy drużyny. Do mojej trafiają Monika, Anka, Aśka, Justyna i Paula. W drużynie Agaty natomiast są Emi,Ewelina,Sandra, Daria oraz Klaudia. Tych ostatnich można się obawiać, tak samo jak pani Kapitan czy Emilki, mocny skład . Mecz trwa w najlepsze, a moja drużyna przegrywa w ostatnim secie 14:13. Zagrywka Agaty, obrona Moniki i felerne rozegranie do mnie przez Ankę, która rozgrywa wprost na słupek. Wyskakuje do góry, atakuje i całym ciężarem ciała ląduje na lewej nodze, która nienaturalne wygina się w kolanie. Ląduje na parkiecie i zwijam się z potwornego bólu, do oczu napływają mi łzy. Do bólu nogi dołącza ogromny ból podbrzusza. Wokół mnie zbiera się cała drużyna wraz z trenerem, który pyta poważnie zmartwiony:
-Dasz rade wstać?
Kręcę głową i dodaje zwracając się do Emilki:
-Emi weź z torby mój telefon i zadzwoń po Andrzeja aby tu przyjechał. Autem.Wyjaśnij mu wszystko.
Emilka kiwa głową i wbiega do szatni.
-Dziewczyny przenieśmy ją na bok.- mówi trener.
Tworzą żywe nosze i znoszą mnie na bok.
-Na dzisiaj koniec... Możecie się przebrać.-Dodaje po chwili.
Dziewczyny spoglądając na mnie ze współczuciem wchodzą do szatni. Po chwili wynurza się z niej przyjaciółka.
-Wronka będzie za 10 minut.-mówi.
-To dobrze.-mówię i zasłaniam twarz rękoma.
-Możesz ruszyć nogą?- Trener zadaje kolejne pytanie.
Próbuje, i moją nogę przeszywa fala potężnego bólu. Ze łzami w oczach kręcę przecząco głową.
-Spuchnięte...- Mówi Emi oglądając kolano.
-Skocz po lód.-Trener wydaje polecenie Emilce. Ta szybko wykonuje polecenie i po chwili przykłada go do obolałego kolana.Przynosi to sporą ulgę. Spoglądam na nią i mówię:
-Nie musisz tutaj być...
-Ale chce. Poczekam tu, dopóki nie przyjedzie Andrzej po to aby cie zawieść do szpitala.
-Dziękuję...- Szepce, a do moich oczu napływają łzy wzruszenia.
-W końcu jesteśmy przyjaciółkami, nie?- Mówi i mruga szybko aby pozbyć się napływających do oczu łez.
Zamykam oczy i myślę o wszystkim, tylko nie o kolanie. Jakiś czas później (wydaje mi się, że są to lata) słyszę dźwięk otwieranych drzwi i szybkie kroki. Otwieram oczy, Andrzej.
-Co się stało?- słychać wyraźny niepokój w jego głosie.
-Mały upadek.-wykrzywiam usta w uśmiechu.
Trener podaje rękę Andrzejowi, i od razu przechodzi do rzeczy.
-Upadła, i to w bardzo niepokojący sposób. Prawdopodobnie jest to uraz kolana. Poważny na tyle, że ma problem z podniesieniem się. Możesz ją zawieźć do szpitala?
-Oczywiście.- Odpowiada Wrona i kiwa głową.
Wraz z trenerem pomagają mi wstać. Obejmuje ramieniem Andrzeja i ruszamy w kierunku drzwi, przy których Emi podaje mi torbę. Dziękuję jej i wychodzę z ukochanym na chłodny Styczniowy mróz. Chłopak pomaga mi ubrać kurtkę. Spodenek nie zmieniam, ponieważ byłoby to zbyt bolesne. Szybko docieramy do auta, wsiadam do niego z pomocą Andrzeja. W aucie jest strasznie nie wygodnie ze względu na nogę. Do szpitala miejskiego im. Jana Pawła II docieramy po 20 minutach. Na miejscu Andrzej tłumaczy recepcjonistce powagę sytuacji, ta kiwa głową i dzwoni do gabinetu chirurga. Ten przyjmuje nas po kwadransie. Do gabinetu lekarskiego wchodzę razem z ukochanym. Za biurkiem siedzi starszy mężczyzna, witając nas z uśmiechem.
-Połóż się proszę.- mówi wskazując dłonią na kozetkę.
Wykonuje polecenie, a lekarz przechodzi do oglądania kolana. Gdy karze mi wstać, z milczeniem nie wytrzymuje i pytam nerwowo:
-Co mi jest?
Spogląda na mnie znad okularów i odpowiada fachowo:
-Aby potwierdzić moje przypuszczenia musimy wykonać RTG oraz USG.
-Jakie przypuszczenia?- pyta środkowy.
Lekarz ignoruje pytanie, wypisuje coś na karteczce, którą po chwili mi podaje i odzywa się cicho.
-Z tą karteczką udajcie się do sali 25, na miejscu podajcie tą karteczkę recepcjonistce. Wyniki bez opisu będą od razu, zabierzcie je i przyjdźcie tutaj.
Dwa kwadransy później stoimy pod gabinetem chirurga. Kilka chwil później lekarz woła nas do środka. Na miejscu, nic nie mówiąc wyciąga rękę po wyniki. Oglądając je kiwa lekko głową.
-Tak myślałem.- Spogląda na mnie.- Szkoda, że się nie pomyliłem.
-O co chodzi?- pytam.
-Skręciła pani staw kolanowy. Niestety jest to skręcenie III stopnia, należy ono do najcięższych.-Chirurg spogląda na zdjęcie i po chwili kontynuuje.-Ma pani uszkodzoną łękotkę oraz zerwane więzadło.
-Nie brzmi to optymistycznie.- Wykrzywiam usta.
-Bo takie nie jest... Wyląduje pani w szpitalu, gdzie czeka panią artroskopia. Przy okazji zrobimy inne wyniki aby sprawdzić czy wszystko inne jest w najlepszym porządku. Po artroskopii czeka panią rehabilitacja.
-Kiedy będę mogła wrócić do treningów? Za miesiąc mam ważne mecze. Będę rozpatrywana przy naborze do Reprezentacji Polski Juniorek w Siatkówce na przyszły rok. Musze trzymać formę...
-Obawiam się, że to nie możliwe. Może za dwa miesiące będzie mogła pani zdjąć usztywnienie.
-Nie rozumiem...- mówię zdezorientowana.
-Treningi będzie mogła pani wznowić jeśli dobrze pójdzie za 300 dni. Jeśli pójdzie źle za jakieś 360. Przykro mi, ale musi pani pamiętać o tym, że zbyt wczesny powrót do treningów oraz niedokończony proces leczenia grożą poważnymi konsekwencjami leczonymi tylko i wyłącznie zabiegami chirurgicznymi wiążącymi się z długotrwałą przerwą od sportu. Dlatego niech kieruje się pani maksymą: ''Wyleczyć, a nie zaleczyć''.
-Jak to... Rok? Rok?! Za rok to ja mogę się pożegnać z jakimikolwiek szansami! To całe moje życie...- Dodaje z łzami w oczach.
-Będzie miała pani jeszcze nie jedną szanse...
-Doktor ma racje... Teraz przede wszystkim musisz wrócić do zdrowia.- Mówi Andrzej.
-Odkąd odkryłam ten sport, stał się on moim życiem. Ja nie mogę nie grać...-Spoglądam w oczy lekarzowi, błagając Boga o to aby ten mnie zrozumiał.
-Rozumiem, ale jeśli chce pani jeszcze wrócić do gry to trzeba to wyleczyć. Nie ma innej opcji.
Zamykam oczy, trę ręką po czole i dochodzę do wniosku, że lekarz może mieć racje.
-Dobrze... Jeśli poddam się leczeniu, to czy mam szanse wrócić do sportu?-pytam.
-Oczywiście, ale musisz liczyć się z tym, że kontuzja może się odnawiać.
Kiwam głową, i krzywię się lekko. Tak myślałam.
-Obawiam się, że będzie musiała pani zakupić kule.-Lekarz spogląda mi w oczy.
Spoglądam na Andrzeja, i z uśmiechem pytam:
-Andrzej masz jeszcze te swoje kule?
-Jasne, że mam.- Chłopak uśmiecha się szeroko.
Lekarz pociera ręką o rękę, i mówi zadowolony:
-Doskonale! Za chwile przygotujemy pani sale. Czy mógłby pan przywieźć swojej siostrze to co trzeba do szpitala?
Oboje z Andrzejem wybuchamy śmiechem.
-Oczywiście, ale to moja dziewczyna.- Andrzej chwyta mnie za dłoń.
-Och...Przepraszam. Wyglądacie na rodzeństwo.
-Nic nie szkodzi.-Odpowiadam za nas oboje.
-Dobrze to ja już pojadę.-Mówi Andrzej i wychodzi z gabinetu.
Po wyjściu Andrzeja z gabinetu, chirurg przechodzi do tłumaczenia tego co dalej.
-Dobrze...Najpierw czeka na panią Artroskopia, oraz badania sprawdzające czy wszystko w pani organizmie jest okej. Musimy to wiedzieć. Następnie po otrzymaniu wyników, jeśli wszystko będzie w porządku założymy pani stabilizator i przejdziemy do rehabilitacji. Tak na przyszłość, polecam zakładanie stabilizatorów.
Kiwam głową po to, aby pokazać, że wszystko zrozumiałam.
Dwie godziny później
Kładę się na niewygodne łóżko szpitalne i leże wpatrzona w sufit. Właśnie wróciłam z badan, które pochłonęły resztkę moich sił. Zmęczona zamykam oczy i w momencie gdy już prawie znajduje się w objęciach morfeusza słyszę głos mamy.
-Córciu! Jak się czujesz?!
Z krzywą miną otwieram oczy, opieram się o ścianę i odpowiadam skwaszonym tonem:
-Myślisz, że jak mogę się czuć ze skręconym stawem kolanowym?
-Zobaczysz! Wszystko się ułoży! Jest dobrze.- odpowiada mama optymistycznym tonem.
-Nie jest dobrze!- Podnoszę głos.- Jestem wykluczona z gry! Na rok. Rozumiesz? Rok! Wszystko co kocham musi poczekać rok!
-Córciu...-mówi mama niepewnym głosem.
-Daj spokój.- Kręcę głową.- Nie chce mi się rozmawiać. Wyjdź proszę.
Mama niepewnie zostawia reklamówkę na szpitalnej szafeczce, i wychodząc z sali zamyka za sobą drzwi. Zasłaniam twarz rękoma i zaczynam płakać. Ona nigdy tego nie zrozumie... Najpierw straciłam tatę, konie i rodzeństwo...Teraz straciłam jeszcze siatkówkę.
Rozlega się pukanie do drzwi oraz dochodzący zza nich głos Andrzeja:
-Kasieńko? Wszystko dobrze? Mogę wejść?
-Daj mi spokój...Proszę. Musze zostać sama. Ale jak możesz zadzwoń do Emilki, i poproś o przyjazd tutaj.
-Jasne...- Odpowiada cicho Andrzej.
Andrzej
W głosie Kasiu czuć załamanie. Wiem co to znaczy odnieść kontuzje, ale aż takiej nigdy nie odniosłem...Postanawiam dać jej trochę spokoju, dać jej chwile do przemyśleń. Wykonam jej prośbę, i zadzwonię do Emilki. Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer dziewczyny.
Przerywany sygnał...Dziwne.
Dzwonie jeszcze raz, i znowu to samo. Pip...Pip...
W momencie gdy wybieram numer libero po raz trzeci dzwoni do mnie Włodi. Odbieram.
-Halo? Cześć Wojtek. Co jest?
-Emilka...Ja...-W słuchawce słychać płacz i dźwięk sygnału karetki.
Zaniepokojony pytam jeszcze raz:
-Stary co jest? Coś ci się stało?!
Chwilowa cisza, i znowu rozlega się głos przyjaciela w słuchawce.
-Mi nie...
-To komu?- Moje ciało przeszywa mróz. Boje się odpowiedzi na to pytanie.
-Emilce...Potrącił ją samochód. To moja wina...
Czuje, że robi mi się słabo. Telefon wypada mi z dłoni.
Jak wam się podoba nowy rozdział? :D Przepraszam za przerwę, ale przez mój dom przewinęło się pół rodziny xD Komentujcie :)
środa, 23 lipca 2014
Rozdział X
Kasia
Wczoraj wieczorem wróciliśmy do Bełchatowa. Każdy z nas był skonany po podróży, skonany ale zadowolony. Każde z nas wróciło do swojego domu. Rano niewyspana zwlekam się z łóżka. Rany... Kaśka! Weź się w garść! Umycie się, ubranie, pościelenie łóżka i zjedzenie płatków na śniadanie zajmuje mi 1,5 godziny. Do kuchni wchodzi zaspana mama, spogląda na mnie i odzywa się ziewając przy tym przeciągle:
-Kasieńko skoczysz do sklepu? Trzeba kupić kilka rzeczy. Zrobię ci listę.
-Jasne. -uśmiecham się lekko.Spoglądam na szopę, na jej głowie.- Ładnie wyglądasz, ale szop pracz ci siedzi na głowie.
-Ale śmieszne! Ha ha!- mówi mama i kończy pisać listę.- Tutaj masz listę, rozczytasz?
-Jasne mamo. - Mrugam i biorę listę do ręki.- Dobra, to ja uciekam.
Na korytarzu ubieram buty, biorę torbę z szafeczki i wychodzę z mieszkania. Sklep mam dosłownie pod nosem, bo od domu znajduje się on jakieś 500 metrów. Na miejscu biorę do reki koszyk i ruszam w głąb sklepu. Dosyć szybko udaje mi się odnaleźć produkty z listy, tak więc staje w kolejce do kasy. Nagle ktoś trąca mnie w ramie. Odwracam się i dostrzegam jakąś młodą dziewczynę, na oko wygląda na jakieś 14 lat.
-Tak?-pytam.- O co chodzi?
-Pani Kasia Wierzbicka? To Pani prawda?
-Tak. Nie rozumiem...znamy się?
-Nie, nie znamy. To prawda, że chodzi pani z Andrzejem Wroną, a pani przyjaciółka Emilia Poznańska z Wojtkiem Włodarczykiem?
-Emilka.- Poprawiam ją automatycznie.- Tak, ale wybacz to jest moja prywatna sprawa.
-Widziałam jak grałyście mecz. Jesteście genialne!
-Mówisz?- Mówię zastanawiając się dokąd ta dziwna rozmowa zmierza.-Wybacz, że zapytam tak bezpośrednio...O co ci chodzi?
-Mam prośbę...Dasz mi swój autograf?
-Autograf? Serio? Ehhh...Nie jestem sławna, to bez sensu.
-Proszę...- Dziewczyna nie ustępuje.
-Zgoda...Gdzie mam ci się podpisać?
Dziewczyna podaje kartkę i długopis, a ja zostawiam na niej swój nie autograf a podpis. Odwracam się przodem do kasy, gdy znowu czuje pukanie w ramie. Tym razem rozzłoszczona odwracam się z powrotem do natrętnej dziewczyny.
-O co tym razem chodzi?
-No widzisz... A czy mogłabyś mnie poznać z Pawłem Zatorskim?
-Posłuchaj mała... To, że chodzę z Andrzejem nie oznacza, że trzymam się ze wszystkimi siatkarzami jak z nie wiadomo jakimi przyjaciółmi. A poza tym... Nie uważasz, że jesteś trochę...no... Zbyt młoda?
Dziewczyna zrobiła obrażoną minę, i powiedziała:
-Zbyt młoda? Przecież ja mam już 13 lat!
Czyli jeszcze młodsza niż myślałam...
-Taaak...A Paweł ma 24...
-Zobaczysz obrobię ci dupę! Napisze do pudelka! Albo do Babola! Zobaczysz jak oni cie urządzą!-Krzyknęła młoda i odeszła na koniec kolejki.
Ehhhh...Nie mogę mieć spokoju tak? A miałam taki dobry humor...Przyszła moja kolej. Płace za zakupy, i ruszam w stronę domu. Dzwonek telefonu. Ciekawe kto to? Spoglądam na wyświetlacz. Andrzej. Naciskam na zieloną słuchawkę, i przykładam telefon do ucha.
-Halo?
-Cześć kotku. Co tam?
-Ehhh... Zdenerwowałam się na taką dziewczynę w sklepie.
-Co się stało?- W głosie Andrzeja słychać niepokój.
-Nic takiego. Co tam? Odpowiadam i zadaje pytanie.
-Mam taki pomysł... Może byś do mnie wpadła na kolacje i została na noc?
-Chętnie... Ale moja mama raczej nie będzie zadowolona.
-Masz 19 lat... A jeśli uważasz, że i to nie wystarczy to powiedz jej, że idziesz o Emilki.
-Niezły pomysł! Okej to dzwonie do Emi, żeby mnie nie wydała.O której mam wpaść?
-Bądź u mnie o 19. Może coś sobie obejrzymy?
-Jasne.- uśmiecham się do słuchawki. Do potem.
-Do potem.- Odpowiada ukochany i przerywa rozmowę.
W domu wykładam produkty do szafek i lodówki. Gdy wszystko jest na swoich miejscach udaje się do swojego pokoju. Kładę się na łóżko i dzwonie do przyjaciółki.
-Hej Emi! Co tam?
-Hej Kaśkonatorze! Ledwo żyje... Po co dzwonisz?
-Dlaczego muszę po coś dzwonić?
-Bo jest 8 rano... Normalnie o tej porze byś nie dzwoniła.
-No okej... Mam do ciebie sprawę. A właściwie dwie.
-Słucham ciebie.
-Idziesz się przejść?
-Okej. Daj mi 20 minut. I po mnie przyjdź. A te sprawy?
-Jedna to była sprawa spaceru, a drugą wyjaśnię podczas spaceru.
-Okej. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia. Przyjdę za 15 minut!- Szybko dodaje, i się rozłączam aby Ziomek nie miała czasu na protest.
15 minut później stoję pod drzwiami jej domu i pukam do drzwi. Otwiera je przyjaciółka.
-To co? Gdzie idziemy?-Pyta i zamyka za sobą drzwi.
-Może do Parku 1000-lecia? Dawno tam nie byłam.
-Jasne.- Odpowiada przyjaciółka.
Na miejscu siadamy na trawie pod starym dębem. Przez chwile milczymy, i odzywam się cicho:
-Jak tam Włodi?
-Świetnie. Zaprosił mnie dzisiaj do siebie. I tutaj mam do ciebie prośbę. Moja mama będzie myślała, że jestem u ciebie. Możesz mnie kryć?
Spoglądam jej w twarz, i mówię z pełną powagą:
-Jasne.
Lecz nie wytrzymuje i wybucham śmiechem.
-O co chodzi?- Pyta Emi marszcząc brwi.-Wszystko dobrze?
-Bo widzisz... Chciałam cie prosić o to samo.
-O to samo? Chciałaś mnie prosić o to abyś mnie kryła czy o to, żebym poszła do Włodiego?
-Nieee...Co? Nie chciałam cie prosić abyś mnie kryła przed moją mamą. Andrzej zaprosił mnie do siebie na noc. Powiedział, że przygotuje kolacje i film.
-Nie no...W takim razie okej! Musimy sobie pomagać.
Ze spaceru wróciłyśmy o 17. Zostały mi dwie godziny na spakowanie się na pozorną noc u Emi i powiadomienie mamy. Mama przyjęła to ze spokojem. Noc u przyjaciółki? Świetnie! Życzyła nam miej zabawy itp. Do torby spakowałam piżamę, kosmetyki i ubrania na jutro (błękitna sukienka, buty i biżuteria).Dobra... W co ja mam się ubrać do Wronki? Nie mogę się ubrać zbyt ładnie bo mama myśli, że idę do Emi. Przeglądam ubrania i stawiam na białą bluzkę, skórzaną spódnice, krótkie kolczyki i buty na paseczki. Na zrobienie fryzury i makijażu oraz dotarcie do domu ukochanego zostało mi 40 minut. Włosy zostawiam rozpuszczone, a makijaż robię delikatny. Torbę zarzucam na ramie, całuje mamę w policzek na pożegnanie i wybiegam na dwór. Autobus na szczęście jeszcze nie odjechał. Wsiadam do środka i 10 minut przed czasem jestem na miejscu. Zdenerwowana wchodzę po schodach na drugie piętro i pukam do drzwi. Po chwili otwiera mi je elegancki, bo ubrany w koszule Wrona. Spogląda na mnie i pogodnie mówi:
-ślicznie wyglądasz, wejdźmy do salonu.
-Dziękuję- odpowiadam i łapie go za wyciągniętą w moją stronę dłoń.
Chłopak prowadzi mnie do salonu gdzie czeka na nas wspaniała kolacja.
-Jejku...Sam to gotowałeś?- pytam.
-Ma się ten talent.- Chłopak ukazuje zęby w uśmiechu.
Ten uśmiech. Każdy jego uśmiech sprawia, że serce podskakuje mi do przełyku. Sprawia, że czuje się lekka niczym piórko.
Ukochany odsuwa mi krzesło po czym je przysuwa i siada na przeciwko.
-Może wina?-pyta.
-Poproszę.- uśmiecham się lekko.
Andrzej stawia przede mną i przed sobą lampki pełne czerwonego wina. Pochylam się i kosztuje pysznego makaronu. O rany...Czegoś takiego dawno nie jadłam. Jeśli będziemy razem, to wiem kto w naszym domu będzie gotował. Po kolacji z winem w ręku siadam na kanapę opierając się głową o klatkę piersiową środkowego. Andrzej pochyla się nade mną, a ja całuje go z pasją w usta. Fabuła filmu schodzi na dalszy plan, a ja i mój ukochany spędzamy razem noc.
Przepraszam za dłuuuuuuuuugaśną przerwę ale przyjechał z Niemczech brat i nie miałam życia. Obiecuje, że teraz o was trochę bardziej zadbam. Rozdział miał się ukazać wczoraj ale zasnęłam... Także wybaczcie!
Wczoraj wieczorem wróciliśmy do Bełchatowa. Każdy z nas był skonany po podróży, skonany ale zadowolony. Każde z nas wróciło do swojego domu. Rano niewyspana zwlekam się z łóżka. Rany... Kaśka! Weź się w garść! Umycie się, ubranie, pościelenie łóżka i zjedzenie płatków na śniadanie zajmuje mi 1,5 godziny. Do kuchni wchodzi zaspana mama, spogląda na mnie i odzywa się ziewając przy tym przeciągle:
-Kasieńko skoczysz do sklepu? Trzeba kupić kilka rzeczy. Zrobię ci listę.
-Jasne. -uśmiecham się lekko.Spoglądam na szopę, na jej głowie.- Ładnie wyglądasz, ale szop pracz ci siedzi na głowie.
-Ale śmieszne! Ha ha!- mówi mama i kończy pisać listę.- Tutaj masz listę, rozczytasz?
-Jasne mamo. - Mrugam i biorę listę do ręki.- Dobra, to ja uciekam.
Na korytarzu ubieram buty, biorę torbę z szafeczki i wychodzę z mieszkania. Sklep mam dosłownie pod nosem, bo od domu znajduje się on jakieś 500 metrów. Na miejscu biorę do reki koszyk i ruszam w głąb sklepu. Dosyć szybko udaje mi się odnaleźć produkty z listy, tak więc staje w kolejce do kasy. Nagle ktoś trąca mnie w ramie. Odwracam się i dostrzegam jakąś młodą dziewczynę, na oko wygląda na jakieś 14 lat.
-Tak?-pytam.- O co chodzi?
-Pani Kasia Wierzbicka? To Pani prawda?
-Tak. Nie rozumiem...znamy się?
-Nie, nie znamy. To prawda, że chodzi pani z Andrzejem Wroną, a pani przyjaciółka Emilia Poznańska z Wojtkiem Włodarczykiem?
-Emilka.- Poprawiam ją automatycznie.- Tak, ale wybacz to jest moja prywatna sprawa.
-Widziałam jak grałyście mecz. Jesteście genialne!
-Mówisz?- Mówię zastanawiając się dokąd ta dziwna rozmowa zmierza.-Wybacz, że zapytam tak bezpośrednio...O co ci chodzi?
-Mam prośbę...Dasz mi swój autograf?
-Autograf? Serio? Ehhh...Nie jestem sławna, to bez sensu.
-Proszę...- Dziewczyna nie ustępuje.
-Zgoda...Gdzie mam ci się podpisać?
Dziewczyna podaje kartkę i długopis, a ja zostawiam na niej swój nie autograf a podpis. Odwracam się przodem do kasy, gdy znowu czuje pukanie w ramie. Tym razem rozzłoszczona odwracam się z powrotem do natrętnej dziewczyny.
-O co tym razem chodzi?
-No widzisz... A czy mogłabyś mnie poznać z Pawłem Zatorskim?
-Posłuchaj mała... To, że chodzę z Andrzejem nie oznacza, że trzymam się ze wszystkimi siatkarzami jak z nie wiadomo jakimi przyjaciółmi. A poza tym... Nie uważasz, że jesteś trochę...no... Zbyt młoda?
Dziewczyna zrobiła obrażoną minę, i powiedziała:
-Zbyt młoda? Przecież ja mam już 13 lat!
Czyli jeszcze młodsza niż myślałam...
-Taaak...A Paweł ma 24...
-Zobaczysz obrobię ci dupę! Napisze do pudelka! Albo do Babola! Zobaczysz jak oni cie urządzą!-Krzyknęła młoda i odeszła na koniec kolejki.
Ehhhh...Nie mogę mieć spokoju tak? A miałam taki dobry humor...Przyszła moja kolej. Płace za zakupy, i ruszam w stronę domu. Dzwonek telefonu. Ciekawe kto to? Spoglądam na wyświetlacz. Andrzej. Naciskam na zieloną słuchawkę, i przykładam telefon do ucha.
-Halo?
-Cześć kotku. Co tam?
-Ehhh... Zdenerwowałam się na taką dziewczynę w sklepie.
-Co się stało?- W głosie Andrzeja słychać niepokój.
-Nic takiego. Co tam? Odpowiadam i zadaje pytanie.
-Mam taki pomysł... Może byś do mnie wpadła na kolacje i została na noc?
-Chętnie... Ale moja mama raczej nie będzie zadowolona.
-Masz 19 lat... A jeśli uważasz, że i to nie wystarczy to powiedz jej, że idziesz o Emilki.
-Niezły pomysł! Okej to dzwonie do Emi, żeby mnie nie wydała.O której mam wpaść?
-Bądź u mnie o 19. Może coś sobie obejrzymy?
-Jasne.- uśmiecham się do słuchawki. Do potem.
-Do potem.- Odpowiada ukochany i przerywa rozmowę.
W domu wykładam produkty do szafek i lodówki. Gdy wszystko jest na swoich miejscach udaje się do swojego pokoju. Kładę się na łóżko i dzwonie do przyjaciółki.
-Hej Emi! Co tam?
-Hej Kaśkonatorze! Ledwo żyje... Po co dzwonisz?
-Dlaczego muszę po coś dzwonić?
-Bo jest 8 rano... Normalnie o tej porze byś nie dzwoniła.
-No okej... Mam do ciebie sprawę. A właściwie dwie.
-Słucham ciebie.
-Idziesz się przejść?
-Okej. Daj mi 20 minut. I po mnie przyjdź. A te sprawy?
-Jedna to była sprawa spaceru, a drugą wyjaśnię podczas spaceru.
-Okej. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia. Przyjdę za 15 minut!- Szybko dodaje, i się rozłączam aby Ziomek nie miała czasu na protest.
15 minut później stoję pod drzwiami jej domu i pukam do drzwi. Otwiera je przyjaciółka.
-To co? Gdzie idziemy?-Pyta i zamyka za sobą drzwi.
-Może do Parku 1000-lecia? Dawno tam nie byłam.
-Jasne.- Odpowiada przyjaciółka.
Na miejscu siadamy na trawie pod starym dębem. Przez chwile milczymy, i odzywam się cicho:
-Jak tam Włodi?
-Świetnie. Zaprosił mnie dzisiaj do siebie. I tutaj mam do ciebie prośbę. Moja mama będzie myślała, że jestem u ciebie. Możesz mnie kryć?
Spoglądam jej w twarz, i mówię z pełną powagą:
-Jasne.
Lecz nie wytrzymuje i wybucham śmiechem.
-O co chodzi?- Pyta Emi marszcząc brwi.-Wszystko dobrze?
-Bo widzisz... Chciałam cie prosić o to samo.
-O to samo? Chciałaś mnie prosić o to abyś mnie kryła czy o to, żebym poszła do Włodiego?
-Nieee...Co? Nie chciałam cie prosić abyś mnie kryła przed moją mamą. Andrzej zaprosił mnie do siebie na noc. Powiedział, że przygotuje kolacje i film.
-Nie no...W takim razie okej! Musimy sobie pomagać.
Ze spaceru wróciłyśmy o 17. Zostały mi dwie godziny na spakowanie się na pozorną noc u Emi i powiadomienie mamy. Mama przyjęła to ze spokojem. Noc u przyjaciółki? Świetnie! Życzyła nam miej zabawy itp. Do torby spakowałam piżamę, kosmetyki i ubrania na jutro (błękitna sukienka, buty i biżuteria).Dobra... W co ja mam się ubrać do Wronki? Nie mogę się ubrać zbyt ładnie bo mama myśli, że idę do Emi. Przeglądam ubrania i stawiam na białą bluzkę, skórzaną spódnice, krótkie kolczyki i buty na paseczki. Na zrobienie fryzury i makijażu oraz dotarcie do domu ukochanego zostało mi 40 minut. Włosy zostawiam rozpuszczone, a makijaż robię delikatny. Torbę zarzucam na ramie, całuje mamę w policzek na pożegnanie i wybiegam na dwór. Autobus na szczęście jeszcze nie odjechał. Wsiadam do środka i 10 minut przed czasem jestem na miejscu. Zdenerwowana wchodzę po schodach na drugie piętro i pukam do drzwi. Po chwili otwiera mi je elegancki, bo ubrany w koszule Wrona. Spogląda na mnie i pogodnie mówi:
-ślicznie wyglądasz, wejdźmy do salonu.
-Dziękuję- odpowiadam i łapie go za wyciągniętą w moją stronę dłoń.
Chłopak prowadzi mnie do salonu gdzie czeka na nas wspaniała kolacja.
-Jejku...Sam to gotowałeś?- pytam.
-Ma się ten talent.- Chłopak ukazuje zęby w uśmiechu.
Ten uśmiech. Każdy jego uśmiech sprawia, że serce podskakuje mi do przełyku. Sprawia, że czuje się lekka niczym piórko.
Ukochany odsuwa mi krzesło po czym je przysuwa i siada na przeciwko.
-Może wina?-pyta.
-Poproszę.- uśmiecham się lekko.
Andrzej stawia przede mną i przed sobą lampki pełne czerwonego wina. Pochylam się i kosztuje pysznego makaronu. O rany...Czegoś takiego dawno nie jadłam. Jeśli będziemy razem, to wiem kto w naszym domu będzie gotował. Po kolacji z winem w ręku siadam na kanapę opierając się głową o klatkę piersiową środkowego. Andrzej pochyla się nade mną, a ja całuje go z pasją w usta. Fabuła filmu schodzi na dalszy plan, a ja i mój ukochany spędzamy razem noc.
Przepraszam za dłuuuuuuuuugaśną przerwę ale przyjechał z Niemczech brat i nie miałam życia. Obiecuje, że teraz o was trochę bardziej zadbam. Rozdział miał się ukazać wczoraj ale zasnęłam... Także wybaczcie!
niedziela, 15 czerwca 2014
Rozdział IX
Kasia
-Eriena!-Rzucam się w objęcia przyjaciółki, i ją mocno ściskam.-Co ty tutaj robisz?
-Jestem-Er szeroko się uśmiecha.-Dawno się nie widziałyśmy, i się stęskniłam.
-Ja za tobą też...
-Chodź ze mną do samochodu Marcina, bo mam coś dla ciebie.
-Co ty knujesz?-Pytam podejrzliwie
-No chodź!
Obie idziemy na podjazd, Ania nurkuje w bagażniku z którego wyciąga dwa tymbarki.
-To co? Za stare dobre czasy?-pyta i podaje mi brzoskwiniowego tymbarka.
-No jasne!
-Może się przejdziemy?-Er pyta niepewnie.
-Kasiu!
Odwracam się, i widzę idącego w moją stronę Andrzeja.Podchodzi do mnie, a ja daje mu buziaka.
-Er, to jest Andrzej...Mój chłopak.-Uśmiecham się szeroko.
-Domyśliłam się.- Er mruga do mnie, i wyciąga rękę do Andrzeja.-Cześć, nazywam się Ania Winnicka.
Andrzej podaje przyjaciółce rękę, i z uśmiechem mówi:
-A ja Andrzej Wrona. Wiem kim jesteś, Kasia o tobie duużo mówiła.
-O tobie też.-Przyjaciółka porusza brwiami.-To co idziemy?-pyta i spogląda na mnie.
-Jaaasne...-odpowiadam.
Er przewraca oczami, i mówi:
-Andrzej może iść z nami.
-Co ty na to?-pytam środkowego.
-Możemy się przejść.
-No to miodzio.-mówię razem z Er, i wybuchamy śmiechem. Kiedyś się to nam zdarzało często.
Ruszamy wolnym krokiem w stronę lasu. Spowija nas cisza, której nie przerywamy rozmową. Postanawiam to przerwać.
-Aniu chciałaś mi coś powiedzieć, prawda?
-No tak...A właściwie wam. Co prawda jeszcze trochę czasu, ale może się zgodzicie. Jak nie to nie będę zła.
-O co chodzi?- Ja i Endriu pytamy jednocześnie.
-Ekhm...Bo widzicie... Jestem w ciąży, i tak się zastanawiałam... Zostaniecie chrzestnymi?
-O rany! Który miesiąc?-Pytam podekscytowana.
-Właściwie to już trochę czasu o tym wiem... To już 5 miesiąc.
-Chłopiec czy dziewczynka?-Pyta Wronka.
-Prawdopodobnie chłopczyk.-Odpowiada Er.-To co? Zgadzacie się?
Spoglądam na Andrzeja, i oboje się porozumiewamy w ciszy.
-No pewnie! Z przyjemnością.-odpowiada za mnie, i za siebie mój ''Romeo''.
-No to świetnie!-Eriena szczerzy zęby jak głupia.
Wchodzimy do sadu, którym kierujemy się do domu.
-Jak tam Adam?-Pytam Er.
-Nie wiem...-Eriena obejmuje się ramionami, tak jakby ją to zabolało.-Nie rozmawiałam z nim...
-Och...Przykro mi.-mówię ze współczuciem.
-Mi też.
Do domu wracamy idealnie na początek urodzin cioci. Wraz z Er i Endriu podchodzę do Włodiego i Emi aby ich sobie przedstawić.
-Emi, Włodi...To jest moja przyjaciółka z mazur, Ania.
-Witaj!- Włodi uśmiecha się szeroko, i mruga do przyjaciółki.
-Fajnie cie poznać!-Emi uśmiecha się szeroko.
-Mi też jest bardzo miło!
-Czym się zajmujesz?-Pyta Włodi.
-Jestem tancerką. No i grywam w teatrze....A wy czym się zajmujecie?-Pyta Er.
˛Nasza czwórka spogląda na siebie, i równocześnie odpowiada:
-Gramy w siatkę.
-No to ładnie! Jak chcecie, to możemy potem pograć z Marcinem.
Wszyscy chętnie przystajemy na propozycje, i siadamy do stołu. Zjechało się multum gości. Wujek Grzegorz, brat cioci Iwony rozsadzając nas przy stole zrobił wszystko tak abym nie siedziała przy przyjaciołach. No cóż...Nie lubimy się. Gdybym to ja rozsadzała gości, on usiadłby obok swojej byłej żony...Która jest najzabawniejszą osobą w rodzinie, a on za to jej nienawidzi.Przy stole wylądowałam z jednej strony obok Wujka Grzegorza, a z drugiej obok śmierdziela. śmierdziel to syn Grzegorza. Dlaczego śmierdziel? Bo czuć od niego zgniłymi jajami...
-Widze, że ci się przytyło.-Wujo szepce mi do ucha.
-Ma wujek racje... Biorę z wuja przykład.
Twarz Grzegorza zrobiła się purpurowa.
-Ty smarkulo...
-Smarkiem to jest twój syn.
-Ty mała....
-Co? Jędzo? Kanalio?
-Paskudo...
-Widze , że wujo rozszerzył słownik o kolejne beznadziejne określenie.
-Twój ojciec by się wstydził twojego zachowania. Mieć taką złą córkę...Ale sam nie był lepszy. Pewnie zginął bo prowadzi pod wpływem.
-Zamknij się!-Z krtani wyrywa mi się krzyk.
-Kasiu! Nie można tak!- Mama próbuje mnie uspokoić.
-Ten stary troll nie będzie mnie obrażał! I nie będzie wspominał taty! A już szczytem wszystkiego jest to, że obraża tatę, który był najlepszym człowiekiem pod słońcem!
Ze łzami w oczach wstaje od stołu, i biegnę w stronę stajni. Na miejscu otwieram boks Persefony, wchodzę do środka i siadam na sianie. Zamykam oczy, i opieram głowę o bok leżącej obok mnie klaczy. Po jakimś czasie....może minucie, a może dwóch godzinach słyszę skrzypienie otwieranych drzwi. Andrzej... Ukochany siada obok mnie, całuje w czoło i obejmuje w taki sposób, że zapominam o zmartwieniach. No bo jak koło takiego idealnego faceta można mieć zmartwienia?
Krótki, ale zawsze jest. Koooooomentujcie ;)
-Eriena!-Rzucam się w objęcia przyjaciółki, i ją mocno ściskam.-Co ty tutaj robisz?
-Jestem-Er szeroko się uśmiecha.-Dawno się nie widziałyśmy, i się stęskniłam.
-Ja za tobą też...
-Chodź ze mną do samochodu Marcina, bo mam coś dla ciebie.
-Co ty knujesz?-Pytam podejrzliwie
-No chodź!
Obie idziemy na podjazd, Ania nurkuje w bagażniku z którego wyciąga dwa tymbarki.
-To co? Za stare dobre czasy?-pyta i podaje mi brzoskwiniowego tymbarka.
-No jasne!
-Może się przejdziemy?-Er pyta niepewnie.
-Kasiu!
Odwracam się, i widzę idącego w moją stronę Andrzeja.Podchodzi do mnie, a ja daje mu buziaka.
-Er, to jest Andrzej...Mój chłopak.-Uśmiecham się szeroko.
-Domyśliłam się.- Er mruga do mnie, i wyciąga rękę do Andrzeja.-Cześć, nazywam się Ania Winnicka.
Andrzej podaje przyjaciółce rękę, i z uśmiechem mówi:
-A ja Andrzej Wrona. Wiem kim jesteś, Kasia o tobie duużo mówiła.
-O tobie też.-Przyjaciółka porusza brwiami.-To co idziemy?-pyta i spogląda na mnie.
-Jaaasne...-odpowiadam.
Er przewraca oczami, i mówi:
-Andrzej może iść z nami.
-Co ty na to?-pytam środkowego.
-Możemy się przejść.
-No to miodzio.-mówię razem z Er, i wybuchamy śmiechem. Kiedyś się to nam zdarzało często.
Ruszamy wolnym krokiem w stronę lasu. Spowija nas cisza, której nie przerywamy rozmową. Postanawiam to przerwać.
-Aniu chciałaś mi coś powiedzieć, prawda?
-No tak...A właściwie wam. Co prawda jeszcze trochę czasu, ale może się zgodzicie. Jak nie to nie będę zła.
-O co chodzi?- Ja i Endriu pytamy jednocześnie.
-Ekhm...Bo widzicie... Jestem w ciąży, i tak się zastanawiałam... Zostaniecie chrzestnymi?
-O rany! Który miesiąc?-Pytam podekscytowana.
-Właściwie to już trochę czasu o tym wiem... To już 5 miesiąc.
-Chłopiec czy dziewczynka?-Pyta Wronka.
-Prawdopodobnie chłopczyk.-Odpowiada Er.-To co? Zgadzacie się?
Spoglądam na Andrzeja, i oboje się porozumiewamy w ciszy.
-No pewnie! Z przyjemnością.-odpowiada za mnie, i za siebie mój ''Romeo''.
-No to świetnie!-Eriena szczerzy zęby jak głupia.
Wchodzimy do sadu, którym kierujemy się do domu.
-Jak tam Adam?-Pytam Er.
-Nie wiem...-Eriena obejmuje się ramionami, tak jakby ją to zabolało.-Nie rozmawiałam z nim...
-Och...Przykro mi.-mówię ze współczuciem.
-Mi też.
Do domu wracamy idealnie na początek urodzin cioci. Wraz z Er i Endriu podchodzę do Włodiego i Emi aby ich sobie przedstawić.
-Emi, Włodi...To jest moja przyjaciółka z mazur, Ania.
-Witaj!- Włodi uśmiecha się szeroko, i mruga do przyjaciółki.
-Fajnie cie poznać!-Emi uśmiecha się szeroko.
-Mi też jest bardzo miło!
-Czym się zajmujesz?-Pyta Włodi.
-Jestem tancerką. No i grywam w teatrze....A wy czym się zajmujecie?-Pyta Er.
˛Nasza czwórka spogląda na siebie, i równocześnie odpowiada:
-Gramy w siatkę.
-No to ładnie! Jak chcecie, to możemy potem pograć z Marcinem.
Wszyscy chętnie przystajemy na propozycje, i siadamy do stołu. Zjechało się multum gości. Wujek Grzegorz, brat cioci Iwony rozsadzając nas przy stole zrobił wszystko tak abym nie siedziała przy przyjaciołach. No cóż...Nie lubimy się. Gdybym to ja rozsadzała gości, on usiadłby obok swojej byłej żony...Która jest najzabawniejszą osobą w rodzinie, a on za to jej nienawidzi.Przy stole wylądowałam z jednej strony obok Wujka Grzegorza, a z drugiej obok śmierdziela. śmierdziel to syn Grzegorza. Dlaczego śmierdziel? Bo czuć od niego zgniłymi jajami...
-Widze, że ci się przytyło.-Wujo szepce mi do ucha.
-Ma wujek racje... Biorę z wuja przykład.
Twarz Grzegorza zrobiła się purpurowa.
-Ty smarkulo...
-Smarkiem to jest twój syn.
-Ty mała....
-Co? Jędzo? Kanalio?
-Paskudo...
-Widze , że wujo rozszerzył słownik o kolejne beznadziejne określenie.
-Twój ojciec by się wstydził twojego zachowania. Mieć taką złą córkę...Ale sam nie był lepszy. Pewnie zginął bo prowadzi pod wpływem.
-Zamknij się!-Z krtani wyrywa mi się krzyk.
-Kasiu! Nie można tak!- Mama próbuje mnie uspokoić.
-Ten stary troll nie będzie mnie obrażał! I nie będzie wspominał taty! A już szczytem wszystkiego jest to, że obraża tatę, który był najlepszym człowiekiem pod słońcem!
Ze łzami w oczach wstaje od stołu, i biegnę w stronę stajni. Na miejscu otwieram boks Persefony, wchodzę do środka i siadam na sianie. Zamykam oczy, i opieram głowę o bok leżącej obok mnie klaczy. Po jakimś czasie....może minucie, a może dwóch godzinach słyszę skrzypienie otwieranych drzwi. Andrzej... Ukochany siada obok mnie, całuje w czoło i obejmuje w taki sposób, że zapominam o zmartwieniach. No bo jak koło takiego idealnego faceta można mieć zmartwienia?
Krótki, ale zawsze jest. Koooooomentujcie ;)
środa, 4 czerwca 2014
Konkurs
Jako, że wybiło przeszło 1000 wyświetleń organizuje krótki konkursik (Tak będzie za każdy 1000 wyświetleń). Waszym zadaniem jest napisanie na niżej podany e-mail rzeczy które was motywują oraz sprawiają, że kochacie życie! Najciekawsza odpowiedz wygra skromną nagrodę- Bedzie mogła wymyślić treść jednego z rozdziałów! Swoje wypowiedzi (nie rozpisujcie się) ślijcie na:
acotosia1997@gmail.com
wtorek, 3 czerwca 2014
Rozdział VIII
Kasia
Przychodzi wieczór, i czas się zbierać do dworku cioci. Ja i Emi wraz z chłopakami postanawiamy zamienić się pokojami. O godzinie 23.52 wmykam się z pokoju mojego i Emi, i pukam do drzwi chłopców.Drzwi otwiera mi Włodi, uśmiecha się lekko, i wychodząc wpuszcza mnie do pokoju. Zmykam za sobą drzwi, i rozglądam się po pokoju.
-Andrzej?- wołam miśka nigdzie go nie dostrzegając. Podchodzę do uchylonych drzwi od łazienki, i zaglądam do środka, nikogo tam nie ma.
-Bu!- Szepce mi ktoś do ucha i obejmuje ramieniem. Z moich ust wydobywa się pisk. Lecz Andrzej zatyka mi usta. Gdy serce przestaje mi walić odzywam się cicho:
-Andrzeju Wrono wystraszyłeś mnie! Jak mogłeś mi to zrobić?
-Oj nie wiedziałem, że się tak wystraszysz...
-Spójrz jak to wyglądało z mojej perspektywy... Stoje w ciemnym pokoju sama, i nagle ktoś szepce mi do ucha i łapie za usta...
-Przepraszam...-Wronka robi smutną minkę.
-Nic się nie stało.-uśmiecham się szeroko, i daje mu buziaka.
-To chyba częściej muszę cie straszyć.- śmieje się Andrzej.
-A tyko spróbuj.- I też się serdecznie śmieje.
Wracamy do pokoju, gdzie misiek łączy ze sobą dwa łóżka. Gdy te są już ze sobą zsunięte, oboje kładziemy się obok siebie. Leżąc tak razem rozmawiamy o mało ważnych sprawach, po czym znużeni zasypiamy wtuleni w siebie.
Kilka godzin później (Rano)
Kasia
Nasza czwórka wstaje wcześniej, aby nie wydało się to jak spaliśmy. Jako, że wybiła 8 rano razem z Włodim, Emi i Wronką postanawiamy zrobić wszystkim niespodziankę i zrobić śniadanie. Po dłuższych naradach (trwało to około godziny), oraz kłótni zgodnie postanawiamy zrobić omlety. Chłopcy rozkładają talerze oraz sztućce, oraz wyciągają z lodówki wszystko co się nadaje do smarowana omletów i stawiają to na stole. Ja i Emi zajmujemy się ciastem do omletów oraz smażeniem. Na talerzu rośnie góra omletów, którą po osiągnięciu maksymalnej wysokości stawiamy na stole.
-Macie talent dziewczynki.- do kuchni wchodzi wujek.-Pachnie w całym domu!.
-Nie ma czegoś takiego jak talent, jest tylko ciężka praca i poświęcony czas...-odpowiada Emi.
-Emi ma racje.- dodaje.
-Wiesz, chyba masz racje.Bardzo mądre słowa.- Mówi zamyślony wujek.
-Dziękuję.-Emi uśmiecha się lekko.
Po chwili w kuchni zjawia się cała rodzinka wiedziona zapachem. Omlety znikają z talerza, z prędkością światła. Po śniadaniu zmywają Włodi i Wronka, których wrabiamy w robotę razem z Emi. Fajnie jest patrzeć na ich rozgniewane miny.
Jako, że zbliża się wieczór, a co za tym idzie urodziny cioci wszyscy bierzemy się za gotowanie, szykowanie stołów itp. Chłopcy biorą się za szykowanie ogrodu (ustawianie stołów, dekoracje, oraz inne prace wymagające siły). Jako, że cioci posmakowały nasze omlety, które nazwała dziełem sztuki zostajemy przydzielone do gotowania. No cóż nie ma co narzekać! Dla mnie robota idealna. Prace idą sprawnie, i wkrótce wszystko zostaje przygotowane. Zostało nam tylko oczekiwanie na gości, oczywiście ubranie się i świętowanie! Wszyscy idą się przebrać. Ubieram się w koronkową rozkloszowaną sukienkę koloru morza, natomiast włosy pozostawiam rozpuszczone. Emi ubrała przylegającą do ciała beżową sukienkę z koronkowymi długimi rękawami. Wygląda bosko! Schodzimy na dół, i wpadamy na kuzyna- Marcina.
-Cześć Możdżi!.- Uśmiecham się szeroko, i daje mu buziaka w policzek, a jest to możliwe gdyż się schyla.-Minęło tyle czasu!
-No cześć kuzyneczko! Oj tak...Sporo czasu.-Odpowiada z uśmiechem na ustach.
-To jest Emilka Poznańska, moja przyjaciółka. Poznajcie się!
Emi i Możdżi podają sobie ręce.
-Czyli nie kłamała mówiąc, że jest twoją rodziną!
-Jak widać.-Możdżi puszcza jej oczko.-Słyszałem, że przywiozłyście jeszcze kogoś.
Na schodach pojawiają się chłopcy, i po chwili do nas dołączają.
-Przedstawiać was sobie chyba nie muszę.-Emi pokazuje zęby w uśmiechu.
-Cześć Magneto!-mówi uśmiechniety Włodarczyk.
-No hej! Wronka widzę, że broda zapuszczona.-W oczach Marcina ukazuje się błysk.
-No raczej! Przykład ze starszego kolegi biorę!-Marcin szturcha przyjacielsko chłopaka łokciem.
-Nie podskakuj młody! A tak właściwie...Co wy tu robicie?-Pyta drzewo.
-Kuzyneczku...Andrzej jest moim chłopakiem...
-A Wojtek moim.-dodaje Emi.
-Słodziutko.- Odpowiada przesłodzonym głosem, a ja uśmiecham się szeroko.
-Tęskniłam za tobą kuzynku!
-To tak jak ja za tobą. Słyszałem, że obie gracie w Bełchatowie.
-Tak!-mówi uradowana Emi.
-Mamy je pod swoimi skrzydłami!-Dodaje dumny Włodi.
-W takim razie możemy potem pograć. A właśnie przywiozłem ci kogoś, czeka w ogrodzie.
Wychodzę do ogrodu zastanawiając się kogo przywiózł Marcin, i wzrokiem szukam tajemniczego gościa. Ktoś zakrywa mi oczy, i mówi:
-Zgadnij kim jestem!
Ta odległość...Jednak mimo tych kilometrów nie zapomniałam tego głosu. Uradowana odwracam się i zwracam się do tajemniczego, nietajemniczego gościa.
No to mamy kolejny rozdział! Jak myślicie, kim jest tajemnicza postać? Koooomentujcie!
Przychodzi wieczór, i czas się zbierać do dworku cioci. Ja i Emi wraz z chłopakami postanawiamy zamienić się pokojami. O godzinie 23.52 wmykam się z pokoju mojego i Emi, i pukam do drzwi chłopców.Drzwi otwiera mi Włodi, uśmiecha się lekko, i wychodząc wpuszcza mnie do pokoju. Zmykam za sobą drzwi, i rozglądam się po pokoju.
-Andrzej?- wołam miśka nigdzie go nie dostrzegając. Podchodzę do uchylonych drzwi od łazienki, i zaglądam do środka, nikogo tam nie ma.
-Bu!- Szepce mi ktoś do ucha i obejmuje ramieniem. Z moich ust wydobywa się pisk. Lecz Andrzej zatyka mi usta. Gdy serce przestaje mi walić odzywam się cicho:
-Andrzeju Wrono wystraszyłeś mnie! Jak mogłeś mi to zrobić?
-Oj nie wiedziałem, że się tak wystraszysz...
-Spójrz jak to wyglądało z mojej perspektywy... Stoje w ciemnym pokoju sama, i nagle ktoś szepce mi do ucha i łapie za usta...
-Przepraszam...-Wronka robi smutną minkę.
-Nic się nie stało.-uśmiecham się szeroko, i daje mu buziaka.
-To chyba częściej muszę cie straszyć.- śmieje się Andrzej.
-A tyko spróbuj.- I też się serdecznie śmieje.
Wracamy do pokoju, gdzie misiek łączy ze sobą dwa łóżka. Gdy te są już ze sobą zsunięte, oboje kładziemy się obok siebie. Leżąc tak razem rozmawiamy o mało ważnych sprawach, po czym znużeni zasypiamy wtuleni w siebie.
Kilka godzin później (Rano)
Kasia
Nasza czwórka wstaje wcześniej, aby nie wydało się to jak spaliśmy. Jako, że wybiła 8 rano razem z Włodim, Emi i Wronką postanawiamy zrobić wszystkim niespodziankę i zrobić śniadanie. Po dłuższych naradach (trwało to około godziny), oraz kłótni zgodnie postanawiamy zrobić omlety. Chłopcy rozkładają talerze oraz sztućce, oraz wyciągają z lodówki wszystko co się nadaje do smarowana omletów i stawiają to na stole. Ja i Emi zajmujemy się ciastem do omletów oraz smażeniem. Na talerzu rośnie góra omletów, którą po osiągnięciu maksymalnej wysokości stawiamy na stole.
-Macie talent dziewczynki.- do kuchni wchodzi wujek.-Pachnie w całym domu!.
-Nie ma czegoś takiego jak talent, jest tylko ciężka praca i poświęcony czas...-odpowiada Emi.
-Emi ma racje.- dodaje.
-Wiesz, chyba masz racje.Bardzo mądre słowa.- Mówi zamyślony wujek.
-Dziękuję.-Emi uśmiecha się lekko.
Po chwili w kuchni zjawia się cała rodzinka wiedziona zapachem. Omlety znikają z talerza, z prędkością światła. Po śniadaniu zmywają Włodi i Wronka, których wrabiamy w robotę razem z Emi. Fajnie jest patrzeć na ich rozgniewane miny.
Jako, że zbliża się wieczór, a co za tym idzie urodziny cioci wszyscy bierzemy się za gotowanie, szykowanie stołów itp. Chłopcy biorą się za szykowanie ogrodu (ustawianie stołów, dekoracje, oraz inne prace wymagające siły). Jako, że cioci posmakowały nasze omlety, które nazwała dziełem sztuki zostajemy przydzielone do gotowania. No cóż nie ma co narzekać! Dla mnie robota idealna. Prace idą sprawnie, i wkrótce wszystko zostaje przygotowane. Zostało nam tylko oczekiwanie na gości, oczywiście ubranie się i świętowanie! Wszyscy idą się przebrać. Ubieram się w koronkową rozkloszowaną sukienkę koloru morza, natomiast włosy pozostawiam rozpuszczone. Emi ubrała przylegającą do ciała beżową sukienkę z koronkowymi długimi rękawami. Wygląda bosko! Schodzimy na dół, i wpadamy na kuzyna- Marcina.
-Cześć Możdżi!.- Uśmiecham się szeroko, i daje mu buziaka w policzek, a jest to możliwe gdyż się schyla.-Minęło tyle czasu!
-No cześć kuzyneczko! Oj tak...Sporo czasu.-Odpowiada z uśmiechem na ustach.
-To jest Emilka Poznańska, moja przyjaciółka. Poznajcie się!
Emi i Możdżi podają sobie ręce.
-Czyli nie kłamała mówiąc, że jest twoją rodziną!
-Jak widać.-Możdżi puszcza jej oczko.-Słyszałem, że przywiozłyście jeszcze kogoś.
Na schodach pojawiają się chłopcy, i po chwili do nas dołączają.
-Przedstawiać was sobie chyba nie muszę.-Emi pokazuje zęby w uśmiechu.
-Cześć Magneto!-mówi uśmiechniety Włodarczyk.
-No hej! Wronka widzę, że broda zapuszczona.-W oczach Marcina ukazuje się błysk.
-No raczej! Przykład ze starszego kolegi biorę!-Marcin szturcha przyjacielsko chłopaka łokciem.
-Nie podskakuj młody! A tak właściwie...Co wy tu robicie?-Pyta drzewo.
-Kuzyneczku...Andrzej jest moim chłopakiem...
-A Wojtek moim.-dodaje Emi.
-Słodziutko.- Odpowiada przesłodzonym głosem, a ja uśmiecham się szeroko.
-Tęskniłam za tobą kuzynku!
-To tak jak ja za tobą. Słyszałem, że obie gracie w Bełchatowie.
-Tak!-mówi uradowana Emi.
-Mamy je pod swoimi skrzydłami!-Dodaje dumny Włodi.
-W takim razie możemy potem pograć. A właśnie przywiozłem ci kogoś, czeka w ogrodzie.
Wychodzę do ogrodu zastanawiając się kogo przywiózł Marcin, i wzrokiem szukam tajemniczego gościa. Ktoś zakrywa mi oczy, i mówi:
-Zgadnij kim jestem!
Ta odległość...Jednak mimo tych kilometrów nie zapomniałam tego głosu. Uradowana odwracam się i zwracam się do tajemniczego, nietajemniczego gościa.
No to mamy kolejny rozdział! Jak myślicie, kim jest tajemnicza postać? Koooomentujcie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)